„The Cleaners”

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Film dokumentalny, który wystartował właśnie w kinach w Niemczech, pokazuje na czym polega praca tysięcy młodych Manilijczyków, zajmujących się sprzątaniem Facebooka, Google’a, YouTube’a, itp., za wprost fantastyczne wynagrodzenie: 2-3 Euro za godzinę.

Za tę niewyobrażalną sumę usuwają z sieci tzw. ludzkie umysłowe odchody, od pornografii dziecięcej do ucinania głów tępym nożem, bo jak opowiada jedna z pracownic, są cięcia czyste (ostrym nożem), ale i często są cięcia nieczyste (tępym nożem) i wtedy to trwa do minuty i dalej mówi o tym, jak to się dermatologiczno-chirurgicznie przedstawia. Przerwać oglądania takiej konkretnej sceny nie mogą, bo jest taki prikaz, a uzasadniony tym, że a nuż pojawi się jeszcze coś relatywizującego ten wcześniejszy message.

Trudno przełknąć to, co akurat napisałem?

Ależ, to jest tylko jedno zdanie i bez obrazu. Ci ludzie muszą oglądać do 25 000 stron dziennie, z których duża część, to tylko obrzydliwości. Co to oznacza dla ich zdrowia psychicznego, można przypuszczać, że nic dobrego.

Wsparcie psychologiczne w centrum sprzątania platformy, która chce łączyć ludzi na całym świecie, polega na spędzaniu kilkudziesięciu ludzi do sali, co kilka tygodni, i postawieniu im pytania, czy są jakieś problemy?

W filmie moją szczególną uwagę przyciągnął inny aspekt, ale nie mogłem on nim zacząć pisać, nie przedstawiając tego brudnego wątku, który wzbudza tak współczucie, jak i podziw dla tych cichych (ale i odgórnie uciszonych) bohaterów.

Ten aspekt, to cenzura polityczna, której również dokonują ci młodzi ludzie. Mając najczęściej dwie, trzy sekundy czasu muszą ocenić, nie znając regionalnych kontekstów kulturowych na świecie, co jest satyrą, a co jest obrazą, itd. Oczywiście, kontekstów treściowych, które podlegają tej procedurze, jest całe mnóstwo.

Jeżeli do algorytmów (prywatne firmy decydują o tym ‚co? i jak?’) dorzucimy skład i intencje klasycznych fake news oraz najnowsze osiągnięcia technologiczne, które umożliwiają tak doskonałe fałszowanie nie tylko fotografii, to każdy już zna, ale nawet i filmów, które dotychczas były uważane, jako dosyć bezpieczne, ale i możliwość imitowania konkretnego ludzkiego głosu, to już na całego możemy pożegnać się z jakąkolwiek gwarancją jakości informacji w sieci.

Ostatnie hity w tym kierunku, to filmik z niby Obamą, krytykującym Trumpa, zrobiony tak perfekcyjnie, że nie do rozpoznania, czy najnowsza osiągnięcie Google, które zaprezentował na konferencji na początku maja jego szef, Sudar Pichai. Jest to nagranie rozmowy telefonicznej, w której, w ramach projektu sztucznej inteligencji, maszyna próbuje zamówić stolik w jednej z nowojorskich restauracji i reakcje pracownicy są tak pogubione, że maszyna wzbudza podziw u słuchających, za… kulturę osobistą i cierpliwość. Oczywiście, nie muszę wspominać, że maszyna mówi tak ludzko, że nie jest do rozpoznania, jako taka. Uczestnicy konferencji nagrodzili prezentację ogromnymi brawami, a socjolog Zeynep Tufekci podsumowała to tak: „To jest straszne i w tak oczywisty sposób błędne”.

Jakie to może mieć konsekwencje, można sobie wyobrazić chociażby przy słynnym tricku na wnuczka, który potrzebuje nagłej finansowej pomocy od babci.

Ponoć wystarczy tylko dziesięć zdań, aby maszyna mogła perfekcyjnie naśladować daną osobę.

Jak z tym wszystkim mają sobie poradzić w Manili i to w 2 sekundy?

Jeżeli dołoży się do tego wszelkie celowe manipulacje, np. przy wyborach….

Neue Zürcher Zeitung, w bardzo przystępny dla przeciętnego człowieka sposób, prezentuje w najnowszym filmie na swoich stronach, na jakich (5) zasadach bazuje współczesna manipulacja polityczna. Jako przykłady z Europy są wymienione takie kraje, jak Polska, Węgry i Austria.

Ostatnio wyszło na jaw, że na malutkim uniwersytecie Wisconsin już kilkanaście miesięcy temu udowodniono manipulację wyborczą w USA, na dziesięciotysięcznej próbie. Rodziny wielodzietne, w kluczowych dla wyniku wyborów stanach, otrzymywały 25%, a biali mężczyźni 45% więcej ‚informacji’ o emigrantach, uwaga: w stanach, które do tego momentu były w rękach Demokratów. W Wisconsin o tym wiedziano, ale w samym Facebook nie!

Można mieć tylko nadzieję, że akurat dzisiaj, gdy piszę ten artykuł, reprezentanci UE więcej wyciągną z pana Zuckerberga na ten temat w przesłuchaniu, niż to uczynili ich koledzy z amerykańskiego Kongresu.

Wielu ekspertów ostrzega przed erą dezinformacji, a Aviv Ovadya widzi ludzkość na drodze do ‚Infokalypsy’.

Uważam, że już od dawna jesteśmy, tak w tej erze, jak i na tej drodze.

 

A, co to ma z firmami do czynienia?

Z ich polityką zarządzania, polityką personalną, polityką komunikacji, menedżerami, prezesami, itd.?

Ano, bardzo dużo. To, co się dzieje na zewnątrz, w tak zwanym otoczeniu społecznym, już dzieje się i wewnątrz firm, rosną konflikty, rosną problemy, które będą kosztowały firmy bardzo wiele i to w każdym możliwym sensie. Coraz częściej w ostatnich trzech miesiącach jesteśmy proszeni o wsparcie w kompleksowych sytuacjach problemowych, które do tej pory  w wielu menedżerskich głowach nawet się nie mieściły. Kończą się szybko czasy rozwiązywania problemów appkami. Przed tym wszystkim ostrzegaliśmy od lat.

Szeroko pojęty, tak firmowy, jak i społeczny egoizm, wraz z egocentryzmem, prowadzą zawsze do zguby. O tym wszyscy wiedzieli i wiedzą od lat, tak z własnego doświadczenia, jak i z historii. Ale i tak, w ramach obecnego apogeum rozkwitu filozofii dążenia do tylko i wyłącznie własnych korzyści, którą nazywam filozofią ‚First’, wszyscy podążają z mniej, czy bardziej raźną pieśnią na ustach, w przepaść.

Każdy chce być pierwszy, ale pierwsze miejsce jest, niestety tylko jedno.

Dla całej i ogromnej reszty pozostaje tylko jedna wielka frustracja. Czym ona się kończy, jak napisałem, wszystkim wiadomo.

Nadchodzi czas myślenia. John McCain, w swojej w tym tygodniu wydanej, ostatniej książce, którą traktuje, jako swego rodzaju rozliczenie ze swoim życiem i dzisiejszym (trumpowskim) światem, na krótko przed oczekiwaną przez niego śmiercią, ma jedno zasadnicze przesłanie do ludzkości: „Obudźcie się, zanim będzie za późno.”