Szalone lata 20-ste…

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Pewien znany człowiek powiedział ostatnio, że jak się przyglądnie bliżej własnym występom, na tak wielu digitalnych ścieżkach (media, media społecznościowe, etc.) i połączy je z tymi swoimi realnymi ‚występami’, to nie skleja mu się to nijak w jakąś całość, i to, co widzi, napawa go po prostu przerażeniem.

Społeczeństwo europejskie w latach dwudziestych ubiegłego wieku było równie pogubione, jak i to nasze współczesne. Pierwsza wojna światowa i jej skutki zawaliły wszelkie dotychczasowe wyobrażenia dotyczące (sensu) życia, przede wszystkim młodych ludzi. Ogromne wzięcie mieli w tych czasach tacy filozofowie, jak m.in. Heidegger, Wittgenstein, Benjamin, czy Cassirer, którzy w wyrażanych przez siebie myślach nie tylko wskazywali nowe kierunki, ale i ostrzegali przed kolejnymi zagrożeniami, które mogą nastąpić, no i niestety nastąpiły – II wojna światowa.

Ernst Cassirer napisał wtedy: „… to, co nazywamy ‚ludzkim duchem’, dociera do swojego prawdziwego i doskonałego wnętrza dopiero w swoim wyrażeniu się. Forma, którą nadaje sobie to wnętrze, określa również zwrotnie jego istotę i jego treść.”

W ten sposób pokazuje nam ten filozof, jak ogromną rolę odgrywa nasza własna komunikacja, w kształtowaniu, a w końcu określaniu tego, kim my sami jesteśmy. To, co mówimy (względnie, gadamy) i jak, bezpośrednio wpływa na to, kim jesteśmy.

Jeżeli szukamy w życiu tylko wygodnych (nie wymagających myślenia) ścieżek własnego rozwoju intelektualnego, to pakujemy do głowy tylko proste standardy, co prowadzi bezpośrednio do naśladowania innych i wtedy naszą komunikację możemy najczęściej określić tylko, jako paplanie. Paplanie na Facebooku, paplanie na LinkedInie, paplanie w każdej realnej rozmowie, czy to ze znajomym, czy krewnym, czy przyjacielem, czy kolegą, czy podwładnym, czy szefem.

 

Sibylle Berg, w Der Spiegel, opisuje taką sytuację następująco: „Myślenie zanika, bo jest za trudne. Współczucie usycha, bo podniecenie w sieci odbywa się w ułamkach sekundy. Frustracja rośnie, bo 1.0 życie jest powolne i nudne, i wtedy wybiera się właśnie jakiś idiotyzm, który utrzymuje poziom podniety przy życiu, bo to jest znane i brzmi jak opluwanie w sieci, dlatego wybiera się 5 Stelle – partię online – i czeka się na to, że w końcu zostanie się uznanym za swoje własne istnienie.”

Prawie każdy menedżer uważa się dzisiaj za autentycznego, ale prawie żaden taki nie jest. Sam fakt, że ma się przecież tak wspaniałego coacha, z którym od lat pracuje się nad…. własną autentycznością, chodzi się na liczne niby rozwojowe szkolenia, (które tylko utwierdzają w już posiadanym, najczęściej błędnym zdaniu), kompletnie niczego tutaj nie zmienia. David Schalko, austriacki reżyser, uważa, że posty w mediach społecznościowych, to symulacje. „Ludzie myślą już tylko w symulacjach, dlatego stali się tak nieempatyczni. Rzeczy, które kiedyś były prawdziwe teraz są digitalne. To w głębokim stopniu ludzi frustruje. (…) Inscenizacja wypchnęła prawdę.” Dlatego też, symulacyjne paplanie wielu menedżerów było, jest i pozostanie paplaniem, nie mającym nic wspólnego z autentycznością. Jeżeli na każdą czyjąś nową ideę reaguje się pytaniem, a kto już to zrobił? Jeżeli na konfrontację z odmiennym od własnego zdaniem odpowiada się, naturalnie wcześniej w połowie przerywając komuś jego wypowiedź, że się to wie, już od dawna i równie od dawna to właśnie robi, tylko o wiele lepiej, to oznacza, że niczego się nie zrozumiało i najwyższa pora, aby przypatrzeć się bliżej tym ścieżkom własnej prezentacji, własnej komunikacji. Czy one kleją się do kupy, czy nie.

O digitalizacji, wszyscy już wszystko wiedzą i od dawna robią to, co trzeba. Ale, że to, co właśnie robią, nijak się ma do tego, co powinno być robione, o tym już nie chcą słyszeć. Tak się buduje spokojne, a u t e n t y c z n e  sumienie na dzisiaj i teraz, a że np. w Niemczech do 2025 roku jest i będzie bardzo poważnie zagrożonych 8 milionów, przede wszystkim biurowych, miejsc pracy, to przecież w Niemczech, a nie u giganta światowych innowacji – w Polsce.

Na myślenie nigdy nie jest za późno. W obliczu tego, że w przyszłości będzie się wypłacała (i to w każdym możliwym względzie) tylko i wyłącznie p r a w d z i w a  oryginalność, najwyższy czas, aby zabrać się za  p r a w d z i w i e  rozwojową robotę…, nad samym sobą.

Do dzieła (własnego). Ale tym razem, naprawdę  a u t e n t y c z n e g o, zapraszam bardzo. 🙂