Słowa, słowa, słowa…

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Liczne słowa padają w rozmowie pani Barbary Białowąs, reżyserki filmu „Big Love”, z krytykiem filmowym Michałem Walkiewiczem (wywiad w dwóch częściach zamieszczony jest na portalu Filmweb: część I, część II). Ja jednak do dyskusji o walorach filmu, czy też rzetelności recenzji nie dołączę (nie skończyłam bowiem koniecznego do tego filmoznawstwa, czy kulturoznawstwa).

Skupię się natomiast na erystyce Schopenhauera, przywołanej w rozmowie przez panią Barbarę: „myślę, że jest to bronienie się na podstawie erystyki Schopenhauera, gdzie ostatnią deską ratunku było prywatne obrażanie moich gustów muzycznych” (‘4:30). Słowa pani Barbary stały się podstawą do moich rozważań o użyciu „dialektyki erystycznej” Schopenhauera w codziennych dyskusjach.

„Nauka o przyrodzonym człowiekowi pragnieniu, by zawsze mieć rację” – w takim rozumieniu dialektyka erystyczna to jedynie określony system reguł (38 chwytów erystycznych – link do książki), w sztuce doprowadzania sporów do korzystnego rozwiązania dla stosującego te reguły, bez względu na słuszność. Nie chodzi tu bowiem o rozstrzyganie, czy szukanie prawdy, liczy się przede wszystkim posiadanie przewagi w dyskusji.

Intencją autora nie było jednak nauczenie nas, jak zręcznie posługiwać się sztuczkami, by zawsze potwierdzać swoją rację bez względu na prawdę. Wręcz przeciwnie, chciał nam pokazać, w jaki sposób wiele osób używa wyćwiczonych forteli w sporach, dążąc do potwierdzenia swoich racji. Dlatego też należy obserwować i wyłapywać w codziennych rozmowach i sporach sztuczki, jakie stosują nasi rozmówcy, tak by móc się im w sposób przemyślany przeciwstawiać. Dyskusja z przeciwnikiem, który stosuje zasady erystyki pozwala nam na ćwiczenie myślenia oraz weryfikowanie własnego rozumowania.

By ta „gimnastyka intelektualna” była skuteczna, „niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji, jak i inteligencji. Gdy jeden pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zbraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbierstwo i w końcu grubiaństwo” – pisze autor.

Jednak w praktyce biznesowej często zapomina się, czemu ta „intelektualna zabawa” miała służyć. Liczne szkolenia, jak np. „Język perswazji w biznesie – manipulacja, retoryka i erystyka” (abstrahując od tego, że perswazja daleka jest od manipulacji i erystyki) dające katalog niezawodnych technik dyskutowania, walki na słowa czy też poradniki menedżera, sugerują wykorzystywanie chwytów erystycznych zarówno w negocjacjach handlowych jak i w rozmowach z podwładnymi, tworząc w dyskusjach pozory prawdziwości.

A przecież nie to było celem Schopenhauera i tak samo nie powinno być celem menedżerów mających ambicje postępować w pracy etycznie. Uczciwy (etyczny) menedżer powinien demaskować tego typu praktyki w swojej firmie, a nie budować na nich swój (wątpliwy wtedy) autorytet, czy też trwałą, obie strony satysfakcjonującą współpracę z klientem.

Na zakończenie chętnym proponuję zabawę intelektualną: znalezienie w rozmowie pani Barbary z panem Michałem momentów użycia zasad erystyki dialektycznej Schopenhaura.