Rynkowa dominacja banału

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zgodnie z obietnicą kontynuujemy nasz cykl rozmów o przyszłości.

Joanna Stępień:
Jakiś czas w Dzienniku Gazecie Prawnej ukazał się wywiad z socjologiem z Uniwersytetu Śląskiego o tym, dlaczego unikamy myślenia i dyskutowania o bardziej skomplikowanych i trudniejszych tematach. Taka intelektualna pasywność, czy też „myśleniowstręt”, jak nazywa ten stan Marcin Hadaj prowadzący wywiad, objawia się m.in. tym, że większą uwagę wiele ludzi przywiązuje np. do tematu mamy Madzi niż do zmian w OFE. Jednak tłumaczenia, które socjolog proponuje, nie do końca moim zdaniem wyjaśniają przyczyny takiego unikania. Obracają się one raczej w sferze psychologicznej konfekcji i przypuszczeń. Optymistyczne założenie, że za 20-30 lat będziemy cenić przekaz oparty na wiedzy, mogą się zgadzać, albo i nie. Moim zdaniem nie ma żadnych rzeczywistych podstaw, zwłaszcza jeśli pomyślimy np. o ogromnej popularności jednowymiarowej literatury poradnikowej, artykułach z cyklu 5 sposobów na każdy temat (od suchych włosów po słabo zaangażowanych pracowników) – prostych historiach, bajeczkach, o których pisała Berg. Zastanawia mnie, jak daleko można pociągnąć, poruszając się wyłącznie w takiej rzeczywistości.

Bogdan Dąbrowski: Myślę, że można bardziej blisko, niż daleko, ale to zależy przede wszystkim od oczekiwań samego zainteresowanego. Jeżeli wystarcza mu taki malutki świat, to i dystanse myślowe do pokonania nie powinny być zbyt odległe. Ludzie tego typu budują na bezpieczeństwo tu i teraz, bezpieczeństwo ograniczone do podstawowych potrzeb i nie zdają sobie z tego sprawy, że jest to bardzo krótkoterminowe bezpieczeństwo. Mówią: Ja tam mam karierę w nosie, do szczęścia wystarczy mi to, co mam.

Joanna Stępień: A jak wiemy, w takim przypadku szybko straci to, co teraz ma, bo przy tak szybko zmieniającym się świecie wiara w bajki odsuwa go od rzeczywistości w dramatycznym tempie. I pal licho, jeśli zaszkodzi tylko sobie. Gorzej, jeśli tak samo postępuje osoba, od działania której zależy los innych – jak np. dyrektor firmy, menedżer zespołu – a takie 7 sposobów skutecznego działania to przecież biznesowa literatura poradnikowa w klinicznej postaci.

Bogdan Dąbrowski: Schumpeter powiedział już prawie sto lat temu, że istnieje ogromna większość ludzi, którzy zajęci są podołaniem codziennym obowiązkom i tylko na to starcza im mocy przerobowych, istnieje też znacznie mniejsza grupa, która mogłaby coś ze sobą więcej począć, ale zawsze mówi, że zrobi to jutro i istnieje jeszcze bardzo malutka grupa ludzi, którzy mogą, chcą i działają dzisiaj. W takim razie zastanówmy się, skąd się bierze tumiwisizm rozwojowy tych, od których zależą losy innych?

Joanna Stępień: To się wiąże z tym, o czym już napisano wiele – że kiedyś równano w górę, a teraz równa się w dół. Kiedyś prości ludzie dużo czytali, nawet jeśli z tego wiele nie rozumieli, bo to było w dobrym tonie. Teraz, by utrzymać się w głównym nurcie, ogląda się te durne kabarety i komediantów – bo porównywanie się do jeszcze większego głupka jest prostszym sposobem na potwierdzanie własnej wartości. A duża część elit, czyli teoretycznie tych, którzy mają największy wpływ na świat, również woli, by mieć święty spokój, doszlusować do tego poziomu (co stawia pod znakiem zapytania ich przynależność do rzeczywistej elity). Wzorem do naśladowania stało się lenistwo poznawcze.

Bogdan Dąbrowski: Ok, tylko dlaczego odwrócił się ten kierunek równania, czy tylko z lenistwa?

Joanna Stępień: Dla mnie dobrze wyjaśnia tę sytuację to, co powiedziała Eva Illouz – że masy stały się głównym punktem odniesienia dla firm ze względu na ich większą siłę nabywczą, już nie musiały naśladować innych, otrzymały własną ofertę, własny styl dopasowany do swoich potrzeb. Grupa, która miała mały wpływ na otoczenie, została dowartościowana jako kupujący, bo dostrzeżono w tym interes z racji jej wielkości. Potem już się potoczyło – styl, który im sprzedawano, czyli te banały, stał się dominujący. Edukacja z prawdziwego zdarzenia została zastąpiona konsumpcją.

Bogdan Dąbrowski:
I tak pewnie menedżerowie w firmach zaczęli się identyfikować ze swoją klientelą….
Znamienne jest, że obciachowe stało się samo odróżnianie się od innych, trendy stało się, jak już powiedzieliśmy, dopasowanie się do masy. Myślący menedżerowie zginęli od własnej metody marketingowej. Firmy stały się podobne, pracownicy stali się podobni itd.

Joanna Stępień: A odróżnianie się przez gadżety pokroju iPhone’a nie jest niczym innym jak dopasowywaniem się do masy właśnie.