Odczucie, poczucie, uczucie… i co z tego?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

“Nie wiem, dlaczego, ale mam takie uczucie, że to co mówisz, nie zgadza się.” Niestety, tego typu stwierdzenia, w kilkudziesięciu wersjach, słyszymy coraz częściej i konfrontowani z nimi stajemy się bezsilni.

Jak wiadomo, o uczuciach jest trudno dyskutować, a już w ogóle nie wchodzą w rachubę odpowiedzi typu – ‘masz rację’ lub ‘nie masz racji’. Z tych też względów rzeczone stwierdzenia nie mają znamion logicznego argumentu. Stają się więc tzw. argumentem killerem, bo albo kończą dyskusję, albo sprowadzają ją na ślepe tory. Powoływanie się na uczucia, bez konkretnego argumentatywnego ich uzasadnienia, jest dla jednych bardzo wygodne, ale i niebezpieczne bo zwalnia z myślenia, a drugim zamyka po prostu buzię.
Powoływanie się na uczucia, to poniekąd odwoływanie się do własnej intuicji, tylko jeżeli podstawą dla tej intuicji jest pustka, a nie zreflektowana wiedza i doświadczenie, to i to uczucie jest raczej puste.
Przyczyną nadużywania uczuć w dyskusjach jest postępująca od kilkudziesięciu lat psychologizacja społeczeństw, a w szczególności jeden jej twór – ‘asertywność’, który w założeniach nie jest wcale zły, tylko w zrozumieniu i wykonaniu niestety zbyt wielu jest jednokierunkową, a w konsekwencji ślepą uliczką.