Obłudna szuka obłudnego. Obłudny szuka obłudnej.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dobre wiadomości z Silicon Valley. Antonio Neri został powołany na nowego szefa Hewlett-Packard Enterprise. „Powołanie Neriego oznacza również zmianę kulturową dla HPE.” (…) „Są to tak zwane umiejętności miękkie, o których często się mówi, ale które są równie często, bardzo rzadkie u menedżerów, zwłaszcza w Dolinie Krzemowej. Neri łączy te umiejętności społeczne z kompetencjami technicznymi: Ci, którzy zadają mu pytanie techniczne, nie otrzymują pustych frazesów jako odpowiedzi, ale uzasadnione wyjaśnienie – to również rzadko zdarza się w Dolinie.” (…) Prawdopodobnie właśnie te umiejętności przekonały Radę Nadzorczą do powołania Neri na najwyższe stanowisko w spółce.” *

To, co napawa wielką nadzieją na równie wielką zmianę trendów w zarządzaniu, to właśnie deklaracje Antonio Neriego: (Neri) „Bardzo różni się od wielu innych szefów w Dolinie Krzemowej, Antonio Neri – to uderzające. ‚Nie chcę, aby moje dziedzictwo determinowały liczby’, mówi: ‚Chcę kształtować kulturę tej firmy’. ” *

W dziesiątkach artykułów opisywałem wzajemną kulturową zależność podsystemu społecznego, zwanego firmą lub organizacją od całościowego systemu społecznego danego kraju, kontynentu, czy w ogóle świata.

W tym też kontekście dużo pisałem o roli i wadze wiarygodności i zaufania we współpracy (kooperacji wszelkiego rodzaju), a przez to ich wpływie na funkcjonowanie ludzi (komunikacja, rozwój, atmosfera, czy zaangażowanie), firmy (zdolność do innowacji, wyniki), czy wreszcie społeczeństwa (zgoda, czy podział).

Moje uargumentowane wywody były i niestety nadal są, przysłowiowym wołaniem na puszczy. Na prezesach, dyrektorach działów HR, czy Komunikacji, czy w ogóle na menedżerach nie robiły one i nadal nie robią, najmniejszego wrażenia. Stąd i też nie dziwię się, że moje ostatnie próby w mediach społecznościowych (LinkedIn) pobudzenia tak do myślenia, jak i działania , jeżeli nie da się prośbą (artykułami), to może groźbą (prowokacją), skończyły się tym, że prawie zostałem ogłoszony królem trollów i hejterów, przez właśnie wyżej wymienione grupy docelowe. Prawie nigdy nie uwierzono mi w moje zamiary, które zawsze, wielokrotnie i otwarcie komunikowałem, że absolutnie nie zależy mi na profilowaniu się w celu zdobycia wybitnego uznania, czy na pieniądzach, itp., bo to wszystko już, i we właściwym czasie, osiągnąłem, lecz na permanentnym ostrzeganiu przed niebezpieczeństwami, których skutki, niestety, możemy już w całej krasie i wszędzie obserwować, jak i na przekonywaniu do podjęcia odpowiednich działań korygujących. Przeważnie w ogóle  nie reagowano na moje argumenty, a najczęściej wypowiadano się na temat mojej, jak najbardziej zamierzonej, bo mającej prowokować, formy wypowiedzi. Jednak nie udało mi się nikogo, do niczego sprowokować. :-). Ani Jacka Santorskiego, który najczęściej odpowiadał nie na temat, ani Jerzego Bralczyka, który w ogóle nie odpowiedział, ale za to miał wielu agresywnych obrońców, adeptów jego nauk, którzy swoimi wypowiedziami potwierdzali dokładnie odwrotne ich zrozumienie, czy szeregu innych, bardziej lub mniej ‚ważnych’ osobistości.

Wiele komentarzy sprawiało wrażenie, jakby komentujący chcieli mi przypisać cechy osobowości i zamiary, które sami posiadają i których u siebie samych wprost nienawidzą.

W psychologii taki proceder określa się mianem autoprojekcji i tak to właśnie wyjaśniałem sobie i innym w komentarzach, dlaczego tak się dzieje.

Ale o wiele ważniejsze pytanie w tym kontekście, to: Dlaczego takie zjawisko jest dzisiaj coraz częstsze?

„Jedną z odpowiedzi na to pytanie jest badanie opublikowane przez psychologów Alexa Weiss, Pascala Burgmera i Thomasa Mussweilera z Uniwersytetu Kolońskiego w czasopiśmie Personity and Social Psychology Bulletin. Naukowcy pokazują, że tam, gdzie traci się zaufanie, ludzie są coraz bardziej podatni na dwulicową moralność i samosąd. Nieufność budzi obłudnika – a jeśli można powiedzieć jedno o bieżących debatach w mediach społecznościowych i poza tymi platformami, to właśnie to: Zaufaniem się one nie charakteryzują, ale o wiele bardziej przekonaniem o tym, że ma się samemu do czynienia z grupą podłych potworów, ale samemu jest się po tej właściwej stronie.”*

„Jest to potencjalne błędne koło: W zasadzie,  nieufność wobec zamiarów innych nakręca do zachowań obłudnych u samego siebie i u oponenta – a to zwiększa szansę, że zaufanie zostanie jeszcze bardziej utracone, że moralne podwójne standardy będą się jeszcze bardziej rozprzestrzeniać i że ta spirala będzie się dalej nakręcać – argumentują badacze.”*

(…)Psychologowie Philipp Süssenbach i Mario Gollwitzer znaleźli niedawno dowody na to, że tak zwane osoby wrażliwe na bycie ofiarą, mają tendencję do traktowania sytuacji ambiwalentnych jako nadużycia i do oceniania ich negatywnie lub jako ataki. A ci, którzy łatwo przyjmują na siebie rolę ofiary i czują się jak atakowani, wykazują częściej niekooperatywne i egoistyczne zachowanie.”*

Mógłbym zacytować jeszcze szereg wyników innych badań, ale myślę, że na teraz i w tym kontekście wystarczy ten cytat:

„Kiedy ufamy ludziom z zasady, oczekujemy, że będą mieli dobre intencje i będą działali w naszym interesie”, mówią Weiss i Burgmer. „Z drugiej strony, nieufność ukierunkowuje uwagę na potencjalnie złośliwe intencje innych”.*

Postawy z motywacją, jak powyżej, mogą prowadzić do niekontrolowanej eskalacji podejrzliwości.

Najwyższy czas zacząć odbudowywać zaufanie. U siebie, u innych, w firmach i w społeczeństwie i…. na świecie.