O czym marzy Zarobiona Magda z Działu HR?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O tym, by na chwilę zamknąć oczy i obudzić się w świecie, w którym w outlooku nie pojawiają się co 30 sekund nowe maile, żeby telefony przestały dzwonić, żeby już nikt nic od niej nie chciał, żeby już nikt nie miał do niej o nic pretensji.

Zarobiona Magda marzy o świętym spokoju. Na fali jesiennego spleenu najchętniej rzuciłaby wszystko i wyjechała w Bieszczady, albo chociaż do domku na Mazurach, tak jak bohaterka jej ulubionych książek. Zarobiona Magda jest niewyspana, nieszczęśliwa, i wydaje jej się, że tylko tam mogłaby złapać trochę oddechu.

Nie zawsze tak było. Kiedyś Magda miała energię, miała ambicję do zmieniania świata i swojej firmy na lepsze, chciała realizować duże projekty, chciała się rozwijać. Ale, cytując klasyka, wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija.

U Magdy przeminęło to dosyć szybko, bo i szybko doszła do wniosku, że nie ma co się męczyć z tą dalszą nauką jak w szkole. A poza tym i tak już wszystko, co trzeba wiedzieć, wiedziała. Jej mądrość (bierność) życiowa, (przez niektórych nazywana złośliwie lenistwem) podpowiedziała jej, że nie ma co analizować, diagnozować i planować, bo to zabierze jej zbyt dużo cennego czasu i zaburzy jej i tak już mocno nadszarpnięty work-life-balance. Magda zastąpiła te trzy kroki, po prostu swoją intuicją. Niestety, intuicję rozumiała, jako to pozytywne ciepełko wyłącznie w brzuchu (wynikające z jej mistrzowskiej umiejętności przekłamywania obrazu rzeczywistości – adaptive fiction), dlatego też i tego o wiele ważniejszego ciepełka – z rozgrzanych od myślenia komórek mózgowych nie odczuwała. To nie tak, że nie dbała w ogóle o swój rozwój. Oczywiście, zapisała się na kilka szkoleń, ale nie na takie, na których trzeba było za dużo myśleć, tylko na takie, które były kolorowe, wesołe, z grami i na których wszyscy mówili jej, jaka jest profesjonalna i wspaniała. Na tę swoją wspaniałość w budowaniu relacji zrobiła zresztą, wzorem koleżanki, certyfikat coacha.

I to też nie jest tak, że nie próbowała zmieniać firmy na lepsze. Tylko… w grach symulacyjnych na szkoleniach, w których brała udział, nie pojawiła się taka sytuacja, w której, jak za bardzo się w tym zmienianiu wychyli, to ktoś ją w organizacji trzepnie. Też mówili na spotkaniach certyfikacyjnych – firmy powinny zostać dogłębnie przecoachowane. Na razie jednak Magda doszła do wniosku, że tyle razy próbowała coś zrobić, tyle razy jej działania prowadziły do poczucia bezsensu, braku wpływu i braku uznania, że już najwyższa pora, żeby jej się odechciało. Nic dziwnego, że Magdzie pozostało marzyć o świętym spokoju.

Magda oczywiście miała swoje sposoby na zapewnienie sobie tego spokoju i bezpieczeństwa, przyjęła sobie podejście płynięcia z nurtem, które można streścić tak:

  • Po pierwsze – stworzyć dobrą koalicję – wiedzieć, z kim trzymać, wiedzieć, kogo zrugać, kogo obgadać na papierosie. Grunt to mieć „swoich” ludzi.
  • Po drugie – sprawiać wrażenie zajętej, czyli: dużo mówić, szybko chodzić i czasem odmawiać na prośby
  • Po trzecie – unikać kłopotów – czyli szerokim łukiem omijać szeroko zakrojone projekty, nie angażować się we współpracę międzydziałową, pamiętać, że nowe oznacza złe
  • Po czwarte – dbać o to, by „cele” (a w praktyce zadania) były „bezpieczne” – czyli np. nigdy nie wpisywać realizacji projektu, tylko przygotowanie wytycznych – i tak większość jej przełożonych nie potrafi odróżnić zadania od celu!
  • Po piąte – przede wszystkim naśladować i podpatrywać. A na resztę problemów rozwiązania zna Wujek Google.

Co to oznacza w praktyce? Magda decyduje się tylko na działania, w których czuje się dobrze, które można zrobić niskim nakładem, bez konieczności starania się o akceptację „góry”, bo to oznacza poszukiwanie argumentów i… ból głowy, i dodatkowe budżety. Zaangażowanie pracowników? Magda organizuje konkurs, stresując się strasznie, bo kubki i koszulki z logo firmy mogą nie dotrzeć na czas. Zarządzanie talentami? Magda przeprowadza skomplikowany i wieloetapowy proces wyboru dostawcy szkoleń (tabelki!), by na koniec zdecydować się na tego najtańszego, bo pieniędzy na tego lepszego i droższego zarząd jej nie da, no i znowu potrzebne są te argumenty. Employer branding? Magda kręci film – pisze scenariusz, wybiera ścieżkę dźwiękową, ponagla montażystę.

Jak widać, stosowanie tego podejścia nie uchroniło Magdy przed coraz większym zarobieniem. Dużo pracuje, ale coraz bardziej jest jej przykro, bo nikt tego nie docenia. Dlaczego? Zarobiona Magda po pachy urabia się przy priorytetach C. Teraz dodatkowo pojawił się jej poważny stres, bo płynięcie z nurtem coraz mniej się sprawdza – nurt stał się coraz szybszy, coraz mniej pewny, coraz bardziej rwący. Magda wie, że to, co robi, jest niewystarczające, ale nie wyobraża sobie, żeby mogła robić coś więcej, coś innego.

I coraz częściej, na spotkaniach z koleżankami, Zarobiona Magda ciężko wzdycha, mówi, że ma wrażenie, że coraz mniej się spełnia w pracy i że poważnie zastanawia się nad otwarciem własnego bistro. Tak jak inna bohaterka jej ulubionych książek.

A co naprawdę Zarobiona Magda mogłaby zrobić, żeby stać się bardziej Zrelaksowana? Zmienić myślenie.

TAB11