Nasza firma „Dzieci z Bullerbyn” (1)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Obsada firmy „Dzieci z Bullerbyn”, projektu grupy starszaków z przedszkola w Otwocku:

Dżejson – Prezes Zarządu (CEO)

Oliver – Dyrektor Finansowy (CFO)

Dżesika – Dyrektorka Sprzedaży

Brajan – Dyrektor Produkcji

Szantall – Dyrektorka Personalna

Dzisiaj dzieci będą bawiły się w: 

OTWARTOŚĆ

Spotkanie zarządu firmy otwiera jak zwykle szef: Dla mnie otwarty, to może być sklep, he, he.

A dla mnie, to może być otwarta butelka z whisky, chichocze się Oliver.

Koledzy, tak nie idzie, porozmawiajmy, chociaż trochę na poważnie, upomina delikatnie Dżesika. W końcu musimy być bardziej otwarci na potrzeby klienta.

Potrzeby klienta, to tylko kosztują, a firmie żadnej kasy nie dają, wrzuca Oliver.

Kosztują i wymagają zmiany procedur, nowego ustawienia maszyn, dodaje Brajan.

Szantall, chociaż nie przepada (delikatnie powiedziane) za Dżesiką, to postanawia ją wesprzeć, bo widzi w tym swój własny interes: Ale w naszej ocenie okresowej oceniamy ‘otwartość’ u pracowników, bo od niej zależy przecież jakość komunikacji, zaangażowania, innowacji…

Co oceniamy, to jedno, a co mamy robić, to drugie, porządkuje tok obrad Dżejson.

No, ale sam mówiłeś na spotkaniu całej firmy, pamiętasz, wtedy, jak wprowadzaliśmy nowe wartości, że ‘otwartość’ jest bardzo ważna, dokłada Dżesika.

Mówiłem, bo mi centrala kazała, a mówić, to jedno, a robić, to drugie, powiedział Dżejson.

No, jak byśmy te wartości realizowali, to już dawno poszlibyśmy z torbami na dziady, dorzuca Oliver. Biznes to biznes, a wartości nie wsadzę do Excela.

Ale ja ostatnio oglądałam taki program w telewizji i jeden profesor mówił, że liczby wcale nie są takie jednoznaczne, jak się większości wydaje, bo wszystko zależy od ich interpretacji. Profesor mówił, że milion uchodźców można postrzegać, jako potencjalnych gwałcicieli, nierobów, morderców, albo jako potencjalnych płatników do systemów społecznych, odmładzających społeczeństwo, wyrównujących lukę generacyjną, przyszłych pielęgniarzy starszych ludzi, odezwała się znowu Szantall.

Tak, ale to zależy od tego, kto, jakie liczby i dla kogo interpretuje, stwierdził autorytarnie Dżejson, będąc przekonanym, że w ten sposób utnie tę dyskusję, na którą i tak nie miał ochoty.

Dżesika postanowiła, że się teraz Dżejsonowi postawi: Ach, czyli interpretacja zależy od sytuacji, a nie od faktów?

Dżesika, ty się tutaj nie wymądrzaj, bo zaraz przyglądnę się bliżej twoim tabelkom wyników za ostatni kwartał, odparł Dżejson, temu, coś tam nakombinowała i poprzesuwała.

Nakombinowałam i naprzesuwałam, żeby w twoich tabelkach pasowało.

Schantall, zadzwoń po Kaśkę, niech przyniosą teraz ten lunch, bo głodny jakiś jestem.

Ale myśmy niczego jeszcze nie omówili, żachnęła się Dżesika.

A o czym była mowa?

O otwartości.

Dobra, to przejdźmy do konkretów, powiedział Brajan. Pokaż w takim razie benchmark, w czym jesteśmy gorsi od konkurencji. To jest sensowny punkt wyjścia do tej całej dyskusji.

Ale jak chcemy przetrwać, to musimy być lepsi od reszty, prawie wykrzyknęła Dżesika.

A kto tak niby powiedział? Mamy nie być gorsi i tyle. A gorsi nie będziemy, ani w jakości, ani w sprzedaży, bo mamy przecież umowę z nimi, podsumował Dżejson.

No właśnie, nie po to siedzieliśmy z nimi tyle miesięcy nad wspólnymi ustaleniami, żeby teraz musieć się wychylać, zauważył Oliver.

No, ale coraz więcej branż wpada w Urzędzie Antymonopolowym, tak, jak ostatnio cała motoryzacja w Niemczech, no i ta potworna digitalizacja…, nie dokończyła Szantall, bo natychmiast ofuknął ją Dżejson.

Ty tu nie jesteś od filozofowania, tylko od dbania o to, żeby ludzie dostali swoją kasę na koniec miesiąca i nie domyślali się, jakie lody my tu kręcimy. W końcu dużo firm tak robi, to i większości nie wsadzą, podsumował ją Dżejson.

No, dobrze, to już tę otwartość omówiliśmy dokładnie, to bierzmy się za lunchyk, zakończył dyskusję CEO.