„Czym ja sobie na to wszystko zasłużyłam?” Menedżerowie na skraju załamania nerwowego

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

„Naprawdę byśmy chcieli, ale nie da rady. Bo budżet, bo compliance, bo inwestorzy, bo procedury, bo ludzie nie tacy. Bo za oknem ciemno i zimno. Bo czarny kot przebiegł mi dzisiaj rano drogę.”

„Ktoś, kto opowiada te wszystkie cuda o digitalnej transformacji, chyba nigdy nie był w prawdziwej firmie! Pewnie, pod wpływem digitalizacji firmy muszą się zmieniać, ale szczerze wątpię, że w akurat w naszej się to uda. Systemu nie pokona nic!”

Temat digitalnej transformacji jest bardzo aktualny i bardzo kontrowersyjny. Opowiadanie o konieczności zmian w organizacjach w obliczu ich wejścia w erę digitalizacji oznacza dla nas często zderzenie się z wybuchową mieszanką wymówek wśród audytorium – czyli menedżerów, którzy za tę transformację swoich firm mieliby odpowiadać.

Wymówki te mówią sporo o firmach, w których owi menedżerowie pracują. Mówią jednak jeszcze więcej o nich samych.

apteka

„Ciekawe, skąd weźmiemy na to budżet? I jak to się ma do polityki oszczędności? Ja ostatnio nie dostałem nawet kilkunastu tysięcy na szkolenie merytoryczne dla mojego zespołu.”

„Procedur i biurokracji nie da się zmienić. Wielu próbowało, wielu odbiło się od Działu Compliance.”

„Mało mam obowiązków? Firma dokłada mi kolejne projekty i projekciki i nie mogę się skoncentrować na mojej pracy. Latam praktycznie ze spotkania na spotkanie, do domu wracam późnym wieczorem, a teraz jeszcze jakaś digitalizacja?”

„Digitalizacja to nie jest żaden problem. Problemem są młodzi pracownicy – nie idzie się z nimi dogadać! Są roszczeniowi, nielojalni, nie doceniają tego, co mają. Z taką rotacją w zespole ledwo jestem w stanie osiągać wyznaczone cele, zapomnij o jakichkolwiek transformacjach!”

„My na nic nie mamy wpływu. Wszystko zależy od centrali firmy. A ich ciężko do czegokolwiek przekonać, liczą się dla nich tylko tabelki.”

Tak, jesteś biedny. Menedżerowie nie mają lekko.

rossy2

Tak! Firmy powinny się zmienić! Bo przecież absurd goni absurd.

Tylko szefa mamy słabego, jak by przyszedł jakiś charyzmatyczny, to od razu by wszystko poukładał.

Więc po prostu trzeba nauczyć się z tym żyć. Zrobić papiery na „Managing By Absurd”, umościć się wygodnie na hałdzie wymówek, dlaczego się nie da.  Rozjaśniać mroki zgorzknienia codzienną lekturą memów wyśmiewających pracę w korporacjach.  „Jak nie możesz zmienić firmy, to może trzeba zmienić firmę?” Hahahaha, cała sala rechocze ze śmiechu i ukradkiem wyciera łzy rozpaczy, bo przecież, na co zmienić, przecież wiadomo, że w innych firmach jest tak samo albo gorzej.

Świetne nastroje, nie ma co. Nic tylko usiąść i płakać.

Tak, większe firmy są trudnym środowiskiem pracy, korporacje wręcz w tym przodują. Zabierają poczucie sensu, sprawczości (pozdrowienia dla organizacji matrycowych!), chęć inicjatywy i działania. Parafrazując poetę: „Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone kwartalnymi raportami w  Excelu.”

Cóż, smutna prawda jest taka, że czekanie na zbawienie nic nie zmieni. Nie pojawi się żaden Mesjasz zarządzania, który poukłada  firmę od nowa.

Natomiast im więcej myślimy o własnej bezsilności, tym bardziej stajemy się takimi. I tym bardziej jesteśmy smutni i popadamy w stan hibernacji, myśląc że to jakoś przeczekamy.

I tak błędne koło się zamyka. Im bardziej Tobie i Twoim kolegom wydaje się, że wszystko jest bez sensu i nic nie da się zrobić, tym większa jest szansa, że każdą inicjatywę, która może nieść szansę poprawy i tego sensu przywrócenia odrzucicie, bo przecież też jest bez sensu. Fantastyczny pomysł na życie!

koka

Problem polega na tym, że firmy są pełne bzdur, bo ludzie na nie pozwalają. A najczęściej sami jeszcze je tworzą, za wszelką cenę starając się uniknąć odpowiedzialności.

Chcesz mieć dobre miejsce pracy? To je sobie stwórz.

Procedura jest bez sensu i zabiera czas? A co zrobiłeś, by to udowodnić i przekonać do zmiany?

Pracownicy są roszczeniowi? A miałeś jakiś inny pomysł na to, by motywować ich nie tylko pieniędzmi?

Nie masz czasu? A kiedy ostatnio przyjrzałeś się, czy to, co robisz, przekłada się na Twoje priorytety?

Twoje argumenty odbijają się od ściany lub biurek Działu Compliance? A czy zgłosiłeś je w pojedynkę, czy może zbudowałeś koalicję z innymi menedżerami, którzy również doświadczają tego problemu?

Dokładnie to samo powiedział, podczas zeszłotygodniowego, ósmego już spotkania Global Peter Drucker Forum, Gary Hamel, uważany za Wall Street Journal za światowy nr 1 w zarządzaniu:

„Żadna rewolucja w firmie nigdy nie rozpoczęła się na górze, w centrali. To prawda, głos pojedynczego menedżera może odbić się od systemowego muru. Trudniej jednak zignorować głos kilku lub kilkunastu menedżerów. Następnym razem, gdy będziesz chciał zainicjować w firmie zmiany, rozejrzyj się wokół siebie – jest duże prawdopodobieństwo, że znajdziesz tam kogoś, z kim będziesz mógł zbudować koalicję.”

I na koniec  – mocne słowa:

„Jeśli uważasz, że nie masz wpływu na swoją firmę, to znaczy, że nie chcesz go mieć.”

Digitalna transformacja to świetny moment, by ten wpływ odzyskać.

Firmy, zmuszone przez niespodziewanych konkurentów i coraz więcej oczekujących klientów, będą w końcu musiały zabrać się za zastygłe procedury i biurokrację.

Pytanie tylko: kiedy, jak i czy w ogóle z tym zdążą, by móc konkurować ze start-upami, które myślą, że Compliance to heavy-metalowy zespół. To jest właśnie ten moment, w którym do gry mogą, czy wręcz muszą wejść menedżerowie, wskazując obszary, które wymagają usprawnienia / uproszczenia, angażując swoich ludzi w wypracowywanie rozwiązań, przekonując do nich zarówno centrum organizacji, jak i jej rubieże. I na tym właśnie polega odpowiedzialność menedżerów w digitalnej transformacji, przeciwko której tak niektórzy protestują.

Czy te wszystkie działania zagwarantują sukces i bezpieczną przyszłość? Nie wiadomo.

Wiadomo za to, do czego doprowadzi siedzenie z założonymi (a przepraszam, związanymi procedurami) rękami i szukanie wymówek. Do niczego. Żyjemy w takich czasach, że ryzyko upadku tych opresyjnych, korporacyjnych systemów jest całkiem spore. Ofiary systemu, nawet gdy ten upada, dalej pozostają jednak w swojej głowie ofiarami.

imaginacion

Dlatego: Niech żyje imaginacja!