Menedżer dla Picu, czy menedżer Autentico?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kończy się możliwość funkcjonowania firm, w których wszystko jest pozorne i powierzchowne, poczynając od zysku, który tylko dekoruje tabele na potrzeby akcjonariuszy, a kończąc na kliencie, który zadbany jest tylko w materiałach marketingowych.
Takie firmy, gdzie wszystko jest dla picu nazywamy Picer(n)ią Vaffanculo – w której tylko picuje się, a pracownik, dostawca, czy klient mają spadać, jak na ten pic nie idą. To firmy, które w obliczu coraz trudniejszych wyzwań i powszechnej transparentności nie mają już przed sobą perspektyw. Jedyną drogą do rzeczywistego wzrostu na rynku jest działanie w każdym aspekcie funkcjonowania organizacji „na serio”. Tą drogą podążają firmy, które rzeczywiście liczą się z klientem, którym przyświeca jakaś istotna idea, dla których pracownicy są faktycznie ważni. Czyli firmy, które działają autentycznie, nazywane przez nas Tico Tico Autentico. Przestawienie firmy na zupełnie inne funkcjonowanie, czyli z Picer(n)i Vaffanculo na Tico Tico Autentico wymaga radykalnych zmian w zarządzaniu. Te radykalne zmiany są możliwe tylko i wyłącznie, gdy radyklanie zmienią się w swoich postawach, zachowaniach i działaniach menedżerowie.

W większości firm menedżerowie zostali nauczeni stosowania różnych technik, podawanych im na szkoleniach jako szybkie, proste rozwiązania, niczym chińska zupka. Zastosowane w praktyce, odbierane są często jako manipulacje, przez co w efekcie menedżerowie nie budują swojego faktycznego autorytetu, a co za tym idzie, nie są wystarczająco skuteczni. I jeszcze przeciętne efekty mogli osiągać, gdy działali w prostszej i bardziej przewidywalnej rzeczywistości, dzisiaj jednak, te techniki są bardzo ubogie i nieskuteczne w odniesieniu do złożonej i często zaskakującej rzeczywistości. A wcale nie rzadko nawet narażają menedżera na śmieszność w oczach pracowników. Jednak jedną z poważniejszych konsekwencji ich stosowania jest to, że menedżer traci swoją autentyczność. A w ślad za nią traci autentyczne wyniki, autentyczne zaangażowanie pracowników, autentyczną markę jako profesjonalny menedżer. Im więcej takich nieautentycznych menedżerów, tym bardziej nieautentyczne staje się funkcjonowanie organizacji – nie przynosi więc ona autentycznej wartości dla klienta, a co za tym idzie – w końcu i zysku. Dlatego „autentyczność jest kapitałem”, przywołując cytat artykułu „Bin das wirklich ich?” E. von Thadden, opublikowanego w Die Zeit 34/2014.

Autentyczność jest bowiem dokładną odwrotnością stosowania technik. Autentyczny menedżer jest inteligentnym kreatorem, który brawurowo porusza się w płynnej i zmiennej rzeczywistości, potrafi swoim podwładnym nadawać sens, zaraża ich gigantyczną siłą i wyzwala energię. Droga do autentycznego menedżera wymaga wysokiego wkładu osobistego, kształtuje się on bowiem poprzez niełatwą refleksję, odwagę i konsekwencję. Autentyczność powstaje bowiem na bazie przemyślenia, próbowania, a w konsekwencji utrwalenia zachowań. I to ten proces tworzenia buduje osobowość menedżera, a nie gotowe, szybie rozwiązania. Menedżer musi mieć oczywiście wytworną bazę, z której będzie mógł czerpać wysokiej jakości wsad do tych przemyśleń, tak by być wewnętrznie bardzo dobrze zagospodarowanym. A taki wsad mogą mu zapewnić tylko wysokiej jakości szkolenia, czy prawdziwe programy dla talentów, które pobudzają do namysłu, pokazują kierunki rozwiązań umocowanych na wielu aspektach funkcjonowania biznesowego, dodają odwagi do odchodzenia od utrwalonych schematów.

Tak przygotowany menedżer potrafi dostrajać własną autentyczność do codziennych wyzwań w biznesie, potrafi też dostrajać swój zespół, a w konsekwencji dostrojona jest cała organizacja do potrzeb klienta i rynku. To dostrojenie oznacza wysoką elastyczność i zwinność właśnie w odniesieniu do potrzeb klienta i rynku, a z tego na końcu wynika nagroda w postaci splendoru, zarówno dla samych menedżerów, jak i całej organizacji.