Magda mówi: sprawdzam

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Czy wszystko przebiega zgodnie z planem? Czy efekty projektu są tymi, o które mi chodziło? Dla Magdy te pytania zawsze mają ogromne znaczenie, ponieważ dają jej odpowiedź, czy jej wysiłki nie poszły na marne, czy jej praca miała i ma wartość oraz sens.

Dlatego i w projekcie budowania zaangażowania nie mogła potraktować kontroli efektów swojej pracy po macoszemu.

Co niekoniecznie oznacza dla niej wielką dodatkową pracę – Magda wie, że o to nie musi się martwić, bo wystarczająco dużo wysiłku wkłada w dobre przygotowanie gruntu dla projektu (analiza i planowanie). Wie, co chciała osiągnąć przez swoje działania, dzięki temu wie, co i jak weryfikować, by potwierdzić, czy idzie w dobrym kierunku. Nie musi szukać po omacku odpowiedzi, mierniki i narzędzia miała właściwie określone.

To prawda, nie udało jej się przeprowadzić badania przed realizacją projektu zaangażowania, by sprawdzić, jaki był stan wyjściowy. To byłaby idealna sytuacja, tak powinno się przeprowadzać projekty. Magda wie jednak, że w zakresie kontroli dysponuje odpowiednim arsenałem środków, który pozwoli jej trzymać rękę na pulsie.

Po pierwsze – od samego początku Magda zawsze stara się pozbyć z realizacji projektu niepotrzebnych stresów – dlatego tak istotny jest dla niej wybór dostawcy, który będzie ją w tym wspierać.

To musi być ktoś godny zaufania – projekt zaangażowania trzeba zrobić porządnie, zbyt dużo grup jest w niego zaangażowanych, zbyt dużo przecięć różnych interesów (które może pogodzić tylko firma z zewnątrz), by mogła zaryzykować porażkę. Magda wie, że w takim wypadku cała wina zawsze spadnie na nią. Niestety, poniekąd i słusznie – to w końcu ona firmuje jakość i końcowe efekty swojej pracy. Dlatego z najwyższą uwagą poddaje kontroli firmy, które potencjalnie miałyby ją wspierać – przede wszystkim kontroluje to, czy i jak potrafią myśleć. Mniej interesują ją certyfikaty i gotowce, bardziej stopień złożoności realizowanych dotychczas przez firmę projektów i to, jak firma zabezpiecza ich powodzenie. Przy tego rodzaju inicjatywach trzeba dobrze wykorzystać szansę (na którą zresztą Magda porządnie zapracowała) i nie można jej zaprzepaścić, realizując projekt z kimś, na kim nie można polegać na 100%. Pracownicy są mniej ufni i bardziej wymagający niż kiedyś…

Magda wie również, że powinna na bieżąco sprawdzać stopień realizacji projektu.

Kilka rzeczy było dla niej istotnych – na ile prace idą zgodnie z założonym terminem, czy wszyscy angażują się w swoje zadania zgodnie z harmonogramem, czy projekt żyje, czy jest widoczny w firmie, oraz przede wszystkim, czy zarówno osoby realizujące projekt, jak i jego odbiorcy są na bieżąco informowani. Magda trzyma rękę na pulsie, ale w przeciwieństwie do wielu cyrulików i znachorów, wie, gdzie jest ten puls.

I wreszcie – badanie poziomu zaangażowania po zrealizowanym projekcie.

Cóż, to powinno być łatwe – wybrać najtańszą firmę, wrzucić pytania do internetu, po tygodniu dostać wykresy z wynikami, benchmark, raport w PowerPoincie i już. Tylko co dalej? O nie, Magda już się naoglądała wystarczająco dużo badań, z których nic nie wynika i które nie dają żadnych odpowiedzi i wskazówek. I są robione jako sztuka dla sztuki, dodatkowo jeszcze sztuki marnej jakości. Właściwie Magda zastanowiła się, dlaczego w załączanych raportach do tego typu badań nigdy nie pojawił się końcowy rozdział, którego tytuł brzmiałby tak: No i co z tego? A no nic.

Nie, Magda już wiedziała, że pieczątka i certyfikat nie zapewniają rzetelności i trafności badania. Po co ma stosować te same pytania, co wszystkie inne firmy, skoro te wszystkie inny firmy funkcjonują jednak trochę inaczej i mają trochę inne problemy niż firma Magdy. I kilkadziesiąt pytań, które dadzą barwny benchmark na tle Polski, Europy, Świata i tej części Galaktyki, nie da jej żadnych wartościowych odpowiedzi, gdy żadne z nich nie będzie dotyczyć dokładnie jej firmy. O ile w ogóle pracownicy odpowiedzą na nie szczerze – przy generalnie dużym poziomie nieufności, jakiekolwiek wątpliwości przy przeprowadzaniu badania, zwłaszcza w takim, w których wyniki niekoniecznie mogą być pozytywne, (wobec rzeczywistej anonimowości, rzetelności przeprowadzających, tego, jak wyniki są zakomunikowane, obiektywności badania) przełożą się na to, że pracownicy z góry na dół zaznaczą: „bardzo dobrze, bardzo dobrze, bardzo dobrze”. I gdyby Magda była naiwna, to by się z tego ucieszyła, ale Magda wie, że tak naprawdę w takich sytuacjach pracownicy zaznaczają: „bardzo dobrze, daj mi święty spokój, nigdy nie powiem ci, co rzeczywiście myślę”, ewentualnie „bardzo dobrze wydajesz pieniądze na kolejne bzdury”.

Dlatego Magda nie przeprowadzi takiego badania, które jej w każdym przypadku potwierdzi, że dobrze robi – takie działanie byłoby stratą zasobów i szansy, którą dostała.

Już to sobie wyobraziła – najpierw inicjatywy rzeczywiście mogące podnieść zaangażowanie pracowników, fantastyczna komunikacja, wszyscy poinformowani – czyli kilka dobrych kroków naprzód, a potem bylejakie badanie z aż przesadnie dobrymi wynikami. To, zamiast poprawy zaangażowania, przyniosłoby wzrost cynizmu pracowników. I cała praca na marne. Brrrr… Magdy nie interesowało podtrzymywanie iluzji, nie po to włożyła w swój projekt tyle pracy, by na koniec cokolwiek udawać. Zależy jej na tym, by uzyskać wyniki, które powiedzą jej, czy jej wysiłki poszły w dobrym kierunku oraz rekomendacje, nad czym jeszcze powinna popracować. I najlepiej, żeby było to w formie, która umożliwi jej pójście z tymi wnioskami dalej (czyli do Zarządu) oraz przekonanie do dalszych pomysłów.

Wreszcie – Magda ma swoje sposoby na uzyskanie odpowiedzi, czy sytuacja w firmie pod wpływem jej inicjatyw się zmieniła.

Co prawda nie udało jej się przeprowadzić badania zaangażowania przed, tylko po projekcie, ale z publikacji fachowych wie, z czym zaangażowanie pracowników koreluje / na co najczęściej wpływa. Porównała, jak zmieniła się satysfakcja pracowników mierzona cyklicznie, sprawdziła, jak zmieniła się sprzedaż.

Teraz Magda, uzbrojona w pewność, którą daje jej pomyślna kontrola przebiegu realizacji projektu, oraz w wyniki badania (rzetelne, trafne, które może wybronić przed najbardziej krytycznym członkiem Zarządu, czy Prezesem Grzegorzem w swoim najgorszym dniu) oraz inne wskaźniki z organizacji potwierdzające efekty jej wysiłków, może iść na Zarząd – by uzyskać zgodę na dalsze działania, które nie tylko utrzymają te dobre efekty, ale też pozwolą rozwijać zaangażowanie w organizacji w dłuższym terminie.