Koniec ideologii

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Ideologie umierają po cichu. Ale nie neoliberalizm, któremu pogrzeb, z fanfarami, odprawił ostatnio jego największy orędownik, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ogłaszając, że w wielu wypadkach całkowite uwolnienie sił rynkowych nie tylko nie wzmocniło gospodarki, ale wręcz ją osłabiło.

Pod koniec maja, trzech czołowych ekonomistów MFW, w wydawanym przez tę instytucję magazynie „Finance&Development” opublikowało esej pod tytułem: „Neoliberalizm: nadmiernie sprzedawany?” (Neoliberalism: Oversold?). W tejże publikacji przyznają oni, że przez dekady Międzynarodowy Fundusz Walutowy nadmiernie wymuszał na zadłużonych w nim krajach otwarcie swoich rynków i że w wielu wypadkach rezultaty doprowadziły gospodarki do stanu permanentnego kryzysu. Cios przyszedł z najmniej niespodziewanego kierunku.

Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji.

I dobrze. Istnieje bowiem wiele złych rzeczy, tak na poziomie całych gospodarek, jak i na poziomie organizacji, które początkowo miały dawać wolność i umożliwiać rozwój, a w praktyce, i przez nadmierne przeciągnięcie wajchy w kierunku deregulacji, doprowadziły do patologii i stagnacji. I które poprzez uparcie powtarzane przez wyznawców neoliberalizmu, że „nie ma innej drogi i nie da się nic zrobić, bo tak jest ten świat zbudowany”, były niemożliwe do wyrugowania.

Mowa tu przede wszystkim o tym, o czym piszemy od dawna – o kulcie eficjencji, produktywności za wszelką cenę, optymalizowania kosztów. https://gfmp.com.pl/prekariat-i-spoleczenstwo-strachu/

W założeniu całkiem sensowne kierunki zarządzania przedsiębiorstwem, gwarantujące mu zdrowie – w praktyce, przez ludzką arogancję i lenistwo, redukujące zarządzanie firmą do zarządzania tabelką w Excelu, prowadzące do jednoliniowego myślenia, które nie wytrzymuje konfrontacji ze współczesnym kompleksowym światem.

Firmy stały się niewolnikami raportów kwartalnych, które uniemożliwiają im podjęcie jakichkolwiek działań zabezpieczających ich przyszłość. Coraz silniej funkcjonującemu ruchowi w USA przeciwko tej krótkowzroczności (Larry Fink z BlackRock), która wykańcza całą gospodarkę, esej MFW dostarczył silnych argumentów.

Czemu każdy z nas powinien gorąco kibicować, ponieważ wyżej wspomniane przeze mnie kult eficjencji i tabelkowy styl zarządzania firmami doprowadziły do zredukowania pracowników do jednej komórki w arkuszu kalkulacyjnym, odebrania im prawa do posiadania jakichkolwiek potrzeb poza potrzebą finansową i finalnie do odczłowieczenia organizacji.

A za tym już posypały się głupoty, które, jestem pewna, przynajmniej każdemu z Państwa codziennie odbierają poczucie wiary w to, że to, co Państwo robią, ma sens.

Zamiast zaspokajać potrzebę bezpieczeństwa, firmy wolą eksperymentować z kolejnymi niezabronionymi przez prawo formami zatrudnienia, byleby zoptymalizować koszty ludzkie. Te elastyczne formy pracy nie są żadną innowacją, ale powrotem do XIX-wiecznych, paraniewolniczych relacji pracodawca-pracownik. Zamiast Great Place to Work mamy Great Place to  Be Exploited. https://gfmp.com.pl/6-killerow-zaangazowania/

Zamiast zaspokajania potrzeby przynależności u pracowników mamy telepracę oraz okazjonalne imprezy integracyjne z mówcą motywacyjnym. https://gfmp.com.pl/zarzadzanie-a-la-titanic/

Zamiast gwarancji rozwoju mamy inicjatywy i budżety, plany wobec setek ludzi, przycinane jednego dnia do zera, ponieważ region po drugiej stronie globu „nie dowiózł” wyników.  https://gfmp.com.pl/menedzer-aktor-ze-spalonego-teatru/

Zamiast uczciwej komunikacji mamy kolorowe plakaty i zarząd chowający się po kątach w sytuacji kryzysowej. https://gfmp.com.pl/wybierzmy-czlowieczenstwo/

Zamiast dumy mamy coraz bardziej pozbawione jakości produkty, raporty CSR, które mają to przykryć i wątpliwości menedżerów, czy w ogóle duma jest tak bardzo potrzebna pracownikom. https://gfmp.com.pl/dostojewski-o-bezsensownej-pracy/

Zamiast zaufania mamy coraz bardziej wyrafinowane metody kontroli pracowników: https://gfmp.com.pl/co-by-tu-jeszcze-zmierzyc/

Zamiast szacunku do drugiego człowieka mamy założenie, że „każdy człowiek ma swoją cenę”, dopasowywanie ludzi do modeli kompetencyjnych i coraz bardziej zmechanizowanych systemów ocen i że w razie czego Playstation, piłkarzyki albo masaże rozładują negatywne emocje.  https://gfmp.com.pl/co-deloitte-robi-dobrze-2/

Zamiast dostarczania poczucia sensu mamy szczere zdziwienie, że w tym wszystkim ludzi nie podpala praca na rzecz zysku akcjonariuszy.

W 1998 wybitny socjolog Richard Sennett napisał, że » jednym z niezamierzonych następstw nowoczesnego kapitalizmu jest tęsknota ludzi za ukorzenieniem.« I jeżeli elastyczny człowiek nie może tego znaleźć w swojej pracy, »pędzi go do tego, żeby gdzie indziej poszukiwać związku i głębi«.

My o tym mówimy od 1992 roku.

Firmy już dawno przestały postrzegać się jako podsystem ogólnego systemu społecznego, przestały postrzegać się w ogóle w kontekstach społecznych, poza broszurkami informacyjnymi pokroju Compliance, Sustainability itp. Ostatnie turbulencje polityczne w USA i Europie pokazują, że to wszystko doprowadziło do tego, że na wolnym rynku znaleźli się  inni dostawcy tego wyżej wspomnianego poczucia sensu, związku i głębi.

Samokrytyczny esej MFW i symboliczny pogrzeb neoliberalizmu (choćby według części ekonomistów) dają jednak nadzieję, że zanim dojdzie do rewolucji, po drugiej stronie przyjdzie opamiętanie.