Kiedy nastąpi wreszcie wzlot w komunikacji wewnętrznej?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Kiedy nastąpi wreszcie wzlot w komunikacji wewnętrznej?

Czy nadawanie orientacji pracownikom jeszcze kogoś w firmie interesuje?

Era digitalizacji i związane z nią przemiany społeczne stawiają szereg niezwykle ciekawych wyzwań wobec osób, które są odpowiedzialne za komunikację w firmie. Oczywiście nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o działy komunikacji, ale, a może i przede wszystkim, o zarządy i menedżerów.

Nie będę tutaj pisał o standardowych, czyli samo przez się zrozumiałych odpowiedzialnościach komunikacyjnych, które niestety i tak najczęściej nie są realizowane, lecz o tym, co szczególnie dzisiaj jest ważne – wyjaśnianie świata, ba nawet zajmowanie konkretnych politycznych stanowisk w obliczu pewnych zdarzeń, czy zjawisk.

Brak zrozumienia istoty zmian gwałtownie zachodzących w bliższym, czy dalszym otoczeniu, powoduje u pracowników uczucie pogubienia, a nierzadko i poczucie sporego strachu. Konsekwencje takiego, dłużej utrzymującego się stanu ducha, są w odniesieniu do zaangażowania i efektywności, wręcz oczywiste.

Dotychczasowe niewywiązywanie się tak zarządów, jak i pozostałej kadry menedżerskiej z obowiązku nadawania orientacji jest najczęściej usprawiedliwiane przez rzeczonych własną, niby wspaniałomyślnością wobec pracowników, jeśli chodzi o dawanie im poczucia wolności w tym, co myślą. W codziennej rzeczywistości sprowadza się to do przewodniego motto typu, a myślta se, co chceta, to i tak nie mój problem.

Jako, nie swój problem, postrzegające kwestię informowania pracowników na adekwatnym poziomie działy komunikacji przejęły już prawie kompletnie metodologię tzw. mediów społecznościowych – dużo appek, mało sensownej treści, a przez to doinformowania.

Zarządy, kadra menedżerska, czy działy komunikacji zdają się dzisiaj nie tylko wzorować w swoich praktykach komunikacyjnych na tzw. mediach społecznościowych, w wielu przypadkach wygląda na to, że Facebook, czy LinkedIn, to główne źródło ich informacji.

Przy takim, konsekwentnie utrzymywanym stanie własnego permanentnego niedoinformowania osób odpowiedzialnych za komunikację, nie dziwi omówiony powyżej stan rzeczy.

Na LinkedIn tytułuje Domink Frajberg, podobno psycholog biznesu, swój niezwykle obszerny tekst zdaniem: „Mit synergii, komunikacji i lepszej pracy w zespole” i…, robi furorę. To tytułowe zdanie, które stanowi tezę całego artykułu, nawet dla największego laika powinno objawiać się,  tylko jako kompletna bzdura. Jednakże dla wielu czytelników – menedżerów, różnej maści ekspertów, doktorów, etc. jednak tak się nie objawia, a wzbudza tylko zachwyt.

Abstrahując od tego, że autor zdaje się, że nie opanował materiału z klasy piątej szkoły podstawowej, tzn. co to jest założenie, teza i dowody, to jeszcze zapowiada całą książkę na bazie tych pseudonaukowych bredni.

Frajberg próbuje swoimi metodologicznie wybitnie niechlujnie zbudowanymi konstrukcjami wzbudzić medialną uwagę, która nie znajduje się w żadnej logicznej relacji do substancji i kompleksowości zagadnienia w s p ó ł p r a c y.

Jeśli chodzi o Facebook i jego wartość informacyjno-rozwojową, to sięgnę do zdania pana Saschy Lobo ze Spiegla: „Z punktu widzenia oświeconej, wyznającej się na mediach części publiczności może to się wydawać dziwne, a nawet niedorozwinięte. Ale również u środkowoeuropejskiej publiczności prawie nie ma zrozumienia najważniejszych mechanizmów Facebooka. To nie jest kwestia tylko wykształcenia, ciągle doświadczam, że nawet doktoryzowani użytkownicy skarżą się, jak mało lajków dostaje ten, czy inny, tak niesamowicie mądry post, a zdjęcie kotka dostało w ostatnim tygodniu tak wiele serduszek. Większość ludzi – ja też – ulega pośrednio lub bezpośrednio takim błędnym zaszeregowaniom, które często są prędzej błędnymi uczuciami. Ponieważ paliwem społecznej infrastruktury Facebooka są: Emocje. Wszystkie istotne problemy – jak i również przewaga ekonomiczna  – wynikają z władzy Facebooka w szeroko zakrojonym wywoływaniu emocji. Dokładnie po to został Facebook zbudowany, jak to już widać po standardowych reakcjach: Like, Love, Haha, Wow, Sad, Angry.”

W powyższych kontekstach wydaje się komentarz socjolog Zeynep Tufekci, po przesłuchaniu Zuckerberga przed amerykańskim senatem, jak najbardziej trafiony:

„Don’t know what’s scarier in this new Zuckerberg interview. The repeated, totally inappropriate use of the word „community” or this which lot of people at Facebook genuinely believe—that they don’t act like a business just because they *occasionally* hold back from the worst.”

Najwyższa pora, aby zabrać się na poważnie za naprawianie szkód wynikających z samo zawinionego spustoszenia umysłowego firm i ludzi w nich zatrudnionych.

Im wcześniej, tym lepiej.