K… można było zapobiec.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Pod prawie takim tytułem (prawie, bo tutaj, ze względów ochronnych, ze skróconym przeze mnie jednym groźnym słowem), a w oryginale brzmiącym „Katastrofie można było zapobiec”, publikuje dzisiaj swój artykuł w Der Spiegel, zainspirowany artykułem „Losing Earth” Nahtaniela Richa w New York Times, Georg Diez.

W tych artykułach, jak można przypuszczać, jest opisywany koniec ludzkości na tej planecie, przynajmniej jej dużej części, a rozmiar tego końca zależy od jednego wymiaru, stopni Celsjusza: +5°, czy +2°, czy +3°?

Na czym ta katastrofa będzie polegała, wszyscy mniej, czy bardziej wiedzą, a jeżeli ktoś pragnie szczegółów, może sięgnąć do tych artykułów.

Co akurat u tego autora nowe? Georg Diez stawia „tak naiwne, jak i poważne” pytanie: Dlaczego nie mówi się o tym bezustannie, lecz zajmuje się wieloma tzw. zastępczymi tematami?

Odpowiedź, autor dzieli na trzy części:

1.Odpowiedź na to pytanie jest przy tym dosyć jasna, jest ona intelektualna, polityczna i ludzko frustrująca.

2. Innym wymiarem odpowiedzi jest aktywne zapobieganie pracy nad rozwiązaniami poprzez neoliberalną rewolucję – mówi o tym także Nathaniel Rich, choć nie tak wyraźnie, za co został również skrytykowany – wybór Ronalda Reagana w 1980 roku również zmienił prawie wszystko w tej dziedzinie, pieniądze zostały zabrane z badań naukowych, a przemysłowi pozwolono określać lub dyktować standardy ochrony klimatu. Tutaj też było to jak Trump 1.0, przy czym, obecna masowo uprzemysłowiona strategia upadku, strategia oczywistej amerykańskiej kleptokracji jest jeszcze bardziej naganna, ponieważ już dawno osiągnęliśmy etap, o którym naukowcy mówili pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych, jako tym przyszłościowym. Żyjemy w znaku końca.

3. I trzeci wymiar odpowiedzi na pytanie (…) właśnie dlatego, że ta katastrofa jest tak egzystencjalna, to jest paradoksem katastrofy; jest zbyt wielka, by ją naprawdę zrozumieć.

 

Właśnie te kierunki, na różny sposób, próbowałem sugerować Diezowi w kilku komentarzach pod poprzednimi jego artykułami, najczęściej odwołując się do obecnego, katastrofalnego stanu tak firm, jak i tych, nimi zarządzających, czy na tym najwyższym szczeblu (koncernowym), czy na tym, wyższej i średniej kadry menedżerskiej. Podesłałem kilka linków do moich starszych, rozlegle opisujących tę tematykę artykułów.

Ale pewnie dopiero „po namowie” przez Nataniela Richa zaskutkowało. Rich, jako główne zagrożenie określa koniec świata, poprzez klimat, ale powody widzi w tym samym, co ja, tylko że dla mnie, jako główne zagrożenie ‚robił’ upadek firm i społeczeństw.  A on postawił to zagrożenie półkę wyżej.

Najlepszym obrazem tego wszystkiego, co wyżej, jest to, co dzieje się na LinkedIn. Absolutnie nie wolno poruszać tematów krytycznych, a już w ogóle kwestionować wiedzy, czy działań poszczególnych osób, nawet jeżeli argumentatywnie odwołuje się do wymiaru społecznego. Próba podjęcia dyskusji z ludźmi posiadającymi wysokie i najwyższe tytuły naukowe, kończy się zawsze na zarzutach dotyczących formy. Bo albo się nie chce dyskutować, albo nie ma się czym tego robić. Tak zachowują się dzieci i to akurat powinni wiedzieć ludzie z tytułami profesora psychologii. Ważnych tematów z płaszczyzny meta, czyli tej najważniejszej, po prostu się nie porusza, bo to jest faux pas. Ale na malowanie nierealnych światów, na wzajemne wzmacnianie się lajkami, za nic i po nic, ma się jak najbardziej, tak czas, jak i energię.

Po „przeprowadzeniu” na tej platformie dwudniowego weekendowego, gratisowego, pełnego argumentów szkolenia, zostałem posądzony o nietrzeźwość, opluty i skopany.

A głównym argumentem dla mojej niegrzeczności (formy) był fakt, że odmówiłem pani doktor habilitowanej dostarczania źródeł wiedzy (bibliografii) i zaproponowałem jej, aby zrobiła sobie to sama. Bo ja nie jestem jej bibliotekarzem.

Zamiast czytać ciągle te same komentarze, które mają świadczyć o głębokiej wiedzy, doświadczeniu, jak również niepohamowanej aktywności komentujących, typu: bardzo mnie zainspirowało, bardzo ciekawa wypowiedź, bardzo wspaniałe, ale najczęściej tak bez jakiegokolwiek argumentu merytorycznego, jak i nawet najmniejszej samorefleksji, bo chodzi przecież tylko o lajka zwrotnego, w podzięce, wolę sobie jeszcze fajnie pożyć . Konesować życie, niż na to wszystko patrzeć, kąpiąc się w tym ogromnym morzu, tak potwornej jak i niesamowitej, ignorancji, a może i niepojmowalnej głupoty. 🙂