Ile smartfonów będzie leżało na Twoim wigilijnym stole?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Spotkanie towarzyskie jakich wiele. Stolik w knajpie, kilka osób, butelka wina. Tylko deska serów ledwo się mieści, bo przed każdym, obok talerza, w pogotowiu leży telefon. Ot, znak naszych czasów. W tej samej chwili możemy uczestniczyć nie w jednej, a przynajmniej w kilku rozmowach – dzięki technologii jesteśmy na stałe ze sobą połączeni.

Czyżby?

Badania przeprowadzone przez Andrew Przybylskiego pokazują, że niekoniecznie. Sama obecność telefonu, nawet wyłączonego, wpływa na to, o czym rozmawiamy. Jeśli spodziewamy się, że w każdej chwili będziemy zmuszeni przerwać, unikamy poruszania istotnych, czy kontrowersyjnych tematów. Poczucie „połączenia” właściwie zanika.

Czyli jeśli mieliśmy poczucie, że jakość rozmów w ciągu ostatnich lat, w których uczestniczyliśmy, się pogorszyła, to mieliśmy rację – jest już sporo dowodów naukowych, które pokazują, że

pomimo naszego wykształcenia, pomimo faktu, że nie jesteśmy analfabetami, coraz trudniej nam się dogadać.

Za to odpowiadają oczywiście współczesne technologie komunikacyjne.

Jak np. media społecznościowe. To tam mamy wrażenie, że wreszcie możemy wyrażać siebie, wreszcie możemy kontaktować się z ludźmi, którzy są tacy jak my i nas doceniają. Zawsze wtedy, gdy chcemy. Nie trzeba jednak zajmować się komunikacją, żeby zauważyć, że wymianie lajków, serduszek, emojis oraz komentarzy: Fantastyczny wpis! Pisałem o tym w „Artykule Kompletnie Niezwiązanym z Tematem”. Lajk za lajka?, i to wszystko w ramach swojej bańki informacyjnej, wciąż daleko do prawdziwej, ludzkiej rozmowy.

Te wszystkie czynności nie pozostają dla nas jednak obojętne. Raczej budują wokół nas komfortowy kokon, z którego coraz mniej chętnie wychodzimy.

Każda przeciwstawna opinia, czy pogląd, każda intensywniejsza emocja, każda nieprzewidywalność spoza tego kokonu wprowadza nas coraz częściej w poczucie dyskomfortu.

Chyba trudno nas winić za to, że tego nieprzyjemnego wrażenia zaczynamy unikać?

Bo, oczywiście – unikamy pełną parą. Sherry Turkle, profesor MIT zajmująca się komunikacją, zwróciła uwagę (o czym już też pisałam), że coraz rzadziej na jej dyżurach pojawiają się studenci, którzy chcieliby coś z nią skonsultować, porozmawiać o swojej pracy, coś wyjaśnić. Zamiast tego – coraz częściej próbują wszelkie swoje sprawy załatwiać przez maila. Profesor Turkle zaniepokoiła taka sytuacja – spotkania i pogawędki ze studentami od zawsze były okazją do wychwycenia „świeżej uniwersyteckiej krwi”, kogoś, kto mógłby przejąć pałeczkę zainteresowań od starszych kolegów i rozwijać swoją karierę na uczelni. Tego oczywiście nie da się załatwić przez maila. Na pytanie, dlaczego studenci preferują taki a nie inny sposób komunikacji, prof. Turkle usłyszała: bo tutaj mamy większą kontrolę – nad tym, co piszemy, nad tym, co Pani napisze i jak na to zareagujemy.

To naturalne – im więcej nieprzewidywalności i niepewności wokół nas, tym większe, wręcz obsesyjne, nasze pragnienie kontroli – emocji, czasu, swojego wizerunku. Dzięki nowoczesnym technologiom oraz mediom społecznościowym możemy utwierdzać się w tej iluzji, że nad wszystkim panujemy, bo jesteśmy – połączeni.

Biada jednak tym, którzy znajdą się w towarzystwie takiej „mocno podłączonej” osoby, gdy zabraknie nomen omen połączenia internetowego. Widoku histerii spowodowanej „BRAKIEM WI-FIIIIIIIII” tak łatwo się nie zapomina, niestety.

Oczywiście, w tym pozornie kontrolowalnym świecie nie ma miejsca na żadną spontaniczność, ciekawość i otwartość na drugą stronę (cholera wie, co powie!), czyli na empatię oraz na budowanie zaufania –  odwiecznie towarzyszących prawdziwej, bezpośredniej rozmowie. To trochę taki smutny paradoks – im bardziej próbujemy kontrolować nasze otoczenie, tym bardziej boli nas nieprzewidywalność i tylko nakręca w nas tę potrzebę kontroli.

Im bardziej powierzchowne rozmowy prowadzimy, tym mniejsza szansa, że uda nam się z kimś osiągnąć wzajemne zaufanie, zbudować prawdziwą relację i rzeczywiście poczuć „połączenie”, którego zamiast tego samotnie poszukujemy w wirtualnym świecie lajków.

Najgorsze jednak jest to, że bez prawdziwych, bezpośrednich rozmów nie mamy właściwie szansy na dialog. Współcześnie, gdy każdy okopał się na swojej prawdzie absolutnej i obwinia innych, że są „lemingami” albo „oczadziałymi ćwierćinteligentami”, bez dialogu nie ma szans na jakąkolwiek współpracę – tylko konflikt.

Hannah Arendt, w wywiadzie „O prawdzie i polityce”, podążając za myślą Sokratesa, powiedziała, że prawda absolutna dla nas, śmiertelników, jest nie do poznania, a to, co traktujemy za swoje prawdy jest opiniami, sformułowanymi na bazie faktów zinterpretowanych w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenia. Bliżej prawdy absolutnej jesteśmy jedynie wtedy, gdy uznajemy równość tychże opinii (pod warunkiem, że szanują one fakty) i gdy komunikujemy je między sobą. To stwarza przestrzeń do porozumienia – które w naszych niespokojnych czasach właściwie jest prawdą absolutną.

Bez autentycznej rozmowy, takiej, której nie zniekształca obecność telefonu na stole, takiej, która jest prowadzona bez żadnych technologicznych pośredników i przeszkadzajek, taki dialog, takie porozumienie nie ma szans się pojawić.

Na marginesie, dlatego też, na bazie naszej miłości do komunikacji (oraz Hanny Arendt), my, GFMP Management Consultants, nie przykładamy się do tego zamkniętego na dialog świata, być może wbrew obowiązującym trendom, nie organizując wirtualnych spotkań, czy webinarów. Trudno żebyśmy rozmawiali o idei otwartej na dialog organizacji, za pomocą narzędzia, które takowy dialog wyklucza.

Tymczasem, mamy nadzieję, że na Państwa stole wigilijnym nie znajdzie się ani jeden smartfon, choćby dlatego, że ubezpieczenie rzadko uwzględnia zalanie barszczykiem.

Wesołych Świąt i udanych rozmów – zarówno w końcówce 2016, jak i w nadchodzącym 2017 roku!