d
c

3 komentarze

  1. Corpo Mike
    24 lipca 2015 @ 13:19

    Co to za jakiś oderwany od życia marudny artykuł, z którego wynika, że metoda wdrażania poparta elementami gier nieuchronnie prowadzi do “zrobotyzowania” nowych pracowników. Z moich doświadczeń – firma 2000 osób – oraz doświadczeń moich znajomych wynika, że raczej ważniejsze jest jakie elementy procesów korporacyjnych i w jaki sposób zostały “zgrywalizowane”. Równie dobrze można by narzekać, że kaizen prowadzi do robotyzacji pracowników, albo odczłowieczania procesów. Prowadzi?

    Z naszych doświadczeń wynika, że dobra grywalizacja jest wciągająca, skuteczna, atrakcyjna itd. Może warto pooglądać albo poczytać takie klasyczne pozycje z dzieciństwa, jak historyjki z Mary Poppins w roli głównej, która często mawiała, że każda praca może być ciekawa i przyjemna, jeśli potrafi się ją zamienić w zabawę. Warto?

    Dla mnie warto. Na pewno nie każdą pracę i nie zawsze, ale ogólnie warto! Efekty te same, a często znacznie lepsze. Zaangażowanie zamiast walki z ogarniającą nudą. Satysfakcja zamiast poczucia smutnej konieczności.

    Warto?

    Reply

    • Joanna Stępień
      27 sierpnia 2015 @ 10:03

      Drogi Corpo Mike’u,

      dziękuję za komentarz. Trudno było mi jednoznacznie określić, do czego odnosi się zadawane przez Pana pytanie „Warto?”. Zakładam, podług mojej najstaranniejszej interpretacji oraz najlepszych intencji, że mogło Panu chodzić o to, czy nie warto stosować grywalizacji w firmach, skoro czyni ona nudną pracę ciekawą. Spróbuję na tak brzmiące pytanie odpowiedzieć.

      Nie, nie warto. Szkoda czasu i atłasu.

      Tę nudną, powtarzalną, rutynową pracę, którą grywalizacja może uczynić ciekawą i przyjemną, i tak wkrótce będą wykonywać maszyny. Te procesy korporacyjne szybciej niż nam się wydaje zostaną zastąpione przez algorytmy. Swoją drogą to ciekawe co pisze Pan o odczłowieczaniu procesów – w moim pojmowaniu, by coś odczłowieczyć, powinno mieć to wpierw namiastki człowieczeństwa.

      Czemuż by jednak nie osłodzić tych ostatnich chwil, rozłożyć opiekuńczej parasolki niani Mary i na chwilę zasłonić czarne chmury, które gromadzą się nad głowami tych, którzy stanęli do nierównego wyścigu z maszynami? Dlatego, że to nieuczciwe.

      Nieuczciwe jest osładzanie bezsensownej i zastępowalnej pracy, podczas gdy można by ten czas poświęcić na wsparcie pracowników w takim jej wykonywaniu, by miała chociaż trochę tego sensu. Podobnie jak na stwarzanie więcej możliwości wykonywania zadań, które w ogóle mają sens – nie potrzebują one żadnych upiększeń i dodatków, one bronią się same.

      Nieuczciwe jest infantylizowanie pracowników poprzez zabawę, podczas gdy można by w tym czasie dostarczyć im kompetencji, dzięki którym ich wartość na rynku pracy pozostanie, przynajmniej na jakiś czas, niezagrożona.

      Nieuczciwe jest uczenie tych pracowników za pomocą gier schematycznego myślenia, powtarzalności, naśladownictwa i funkcjonowania na zasadzie bodziec-reakcja, podczas gdy wiadomo, że w przyszłości nie tylko im się to do niczego nie przyda, a będzie wręcz szkodliwe.

      Nieuczciwe jest wreszcie obiecywanie firmom, że ofiarowanie ich pracownikom gier i zabawek, uczyni z nich zaangażowanych, elastycznie i szybko reagujących przedstawicieli firmy.

      Ostatnio w radiu usłyszałam następującą reklamę. Pan, jak można domniemywać, w średnim wieku, narzekał, że po uprzednim zjedzeniu góry mięsa, bardzo boli go brzuch. Na to radosny głosik oznajmił, że wszelkie jego cierpienia mogą się skończyć, bo oto jest cudowny produkt na rynku, który go od tego bólu uwolni. To prawda, jeśli pana w średnim wieku ma boleć brzuch, to może lepiej, żeby łyknął sobie dwie tabletki i od bólu się uwolnił.

      Ale czyż nie lepiej i zdrowiej (w dłuższym terminie!) byłoby, gdyby pan zastanowił się nad pochłanianą przez siebie górą mięsa, zmieniając być może nieco swoją dietę i tryb życia?

      Grywalizacja i inne podobne twory same w sobie nie są złe, mogą być „wciągające, atrakcyjne”. Ale podobnie jak intensywnie ostatnio promowane suplementy diety odwracają uwagę od podstawowych, coraz bardziej palących problemów. To jest ich największa wada i dlatego nie warto.

      Reply

  2. Bartłomiej Polakowski
    11 marca 2016 @ 14:59

    Tak jest…w przypadku, gdy rzeczywiście firma w ogóle nie angażuje się “fizycznie” we wdrożenie i rozwijanie nowych (i nie tylko) pracowników.
    Tak nie jest, gdy łaczy się ze sobą rozwiązania. Jako osoba odpowiedzialna za e-learning w mojej firmie nigdy bym nie zastąpił działań rozwojowych wyłącznie e-odpowiednikami (mimo, że to moja pasja:)
    Grywalizacja jest jednym z dodatkowych motywatorów. Na jednych działa, na innych nie, ale nie zmusza do ciągłęgo siedzenia przed komputerem, tylko raczej regularności w jakimś działaniu offline/online.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *