Gdy firmy udają, że pracują

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Joanna Stępień: Podczas ostatniej dyskusji zastanawialiśmy się nad tym, dlaczego tak powszechne stały się banalizacja oraz unikanie trudnych i skomplikowanych zagadnień. Wspomnieliśmy o tym, że jest to niebezpieczne zwłaszcza, jeśli dotyczy zarządzających firmami i zespołami. Z doświadczenia widzę, że również w tym środowisku ta tendencja postępuje – firmy stają się coraz bardziej skomplikowanymi organizmami, ich otoczenie zmienia się w coraz szybszym tempie, a gdy obserwuję posunięcia niektórych menedżerów, to mam wrażenie, że ich podstawową strategią działania jest chowanie głowy w piasek.

Zastanawiam się, czy nie dostrzegają oni, że unikanie jakiejkolwiek sensownej aktywności, opóźnianie podejmowania decyzji, przerzucanie odpowiedzialności na innych, nigdy nie zapewni im świętego spokoju?

Bogdan Dąbrowski: Jak na razie pewnie im to ten spokój zapewnia. Na razie! Większość menedżerów tak postępuje, bo inni też tak robią. Wychylanie się nie jest obecnie na czasie. Osiąganie założonych celów biznesowych następuje w większości branż poprzez cięcie kosztów i obniżanie cen, a nie poprzez innowację. Tylko, że ceny nie można obniżyć do zera i właśnie kończą im się możliwości w tym zakresie i coraz częściej dochodzi do zmów cenowych w wielu branżach. Można z tego wyciągnąć wniosek, że masowo brakuje menedżerom podstawowych umiejętności zarządzania i/lub, że nie ogarniają sytuacji, w której się znajdują.

Joanna Stępień: Znam przykłady firm, które mają bardzo dobrych menedżerów i im też jest bardzo ciężko poradzić sobie z rosnącą kompleksowością i niepewnością. Ci przeciętni i słabsi, o ile dostrzegają powagę problemu, są już pewnie na skraju załamania nerwowego. A że w większości przypadków tak się nie dzieje, to cierpią na tym wszyscy – w pierwszej kolejności pracownicy, którzy są konfrontowani z rosnącymi oczekiwaniami rynku, ale często czują się bezsilni i sfrustrowani w obliczu braku jakiejkolwiek aktywności wyższej kadry menedżerskiej.

W efekcie mamy coraz więcej przerośniętych i powolnych kolosów na glinianych nogach, których ludzie zajmują się bezsensownymi czynnościami z cyklu wypełniania tabelek i pisania tysięcznych raportów.

Menedżerowie udają, że zarządzają i podejmują decyzje, pracownicy udają, że pracują, tylko jakoś wyniki nie chcą i nie będą chciały udawać, że są dobre. Co mogłoby otrzeźwić to całe towarzystwo?

Bogdan Dąbrowski:
Zdanie sobie sprawy z tego, że tak daleko nie pociągną. I taka sytuacja nastąpi szybciej niż myślą. Powinni zrozumieć, że potrzebują innego warsztatu menedżerskiego niż ten, którego się uczyli.

W bezpośrednich rozmowach z wyższą kadrą menedżerską widać gołym okiem, że jest pogubiona.

Nie potrafi się skupić na więcej niż jednym czy dwóch zdaniach, które się do nich mówi. Wniosek z tego, że jest overloaded, tzn. myśli najczęściej nie o tym, o czym powinna. Powodem tego chaosu jest przede wszystkim brak umiejętności strukturyzowania i co za tym idzie – priorytetyzowania. O umiejętności przewidywania można tylko pomarzyć.

Joanna Stępień: A firmy zaczynają dostrzegać skutki tego braku umiejętności i krótkowzroczności. Jak w przypadku branży farmaceutycznej, która mocno odczuwa coraz ostrzejsze regulacje rynkowe i nie ma długoterminowego pomysłu na siebie, nie licząc odłożonych sum na ewentualne roszczenia. Podobnie – branża finansowa, która spektakularnie roztrwoniła to, co w jej przypadku jest najważniejsze – zaufanie. Oczywiście, próbują to teraz odbudować, ale znowu – zamiast głęboko się zastanowić nad swoją filozofią działania i zabrać się do ciężkiej pracy nad sobą i nad oferowanymi produktami / usługami, wolą bawić się w CSR, który robiony powierzchownie, nigdy nie przyniesie efektów.

Bogdan Dąbrowski: Bo króluje naśladownictwo – kupujemy kolejny system (CSR) i kolejne kilka miesięcy jesteśmy czymś zajęci, niby jego wprowadzaniem, czyli robieniem tak, że w tabelkach wszystko funkcjonuje, tylko w rzeczywistości nie. Podobnie jest z Employer Branding – wszystkie firmy go mają, tylko żadna się nie odróżnia.

Firma ma być społecznie odpowiedzialna, tylko nikt, nawet ona sama, w to nie wierzy. Kasa wydana, zajęcie jest i rezultat na papierze też jest.

Joanna Stępień: Zainteresowanie klientem też większość firm udaje – przejawów tego udawania bez liku. Właściwie z powodzeniem można by stworzyć konkurs, kto najlepiej udaje orientację na klienta. O ileż ciekawsze by to było od tych kupionych certyfikatów satysfakcji klienta albo opłaconych rankingów firm godnych zaufania.

Bogdan Dąbrowski: Zawsze na skróty i byle jak. Stwarzanie pozorów. Przy czym, to stwarzanie pozorów, malowanie trawy, itp. też kosztuje jakiś wysiłek. Wszystko to, nawet średnioterminowo do niczego nie prowadzi. Jednak jestem przekonany, że właśnie z braku możliwości obniżania ceny, coraz mniejszych możliwości upychania klientowi byle czego, głupawymi technikami sprzedaży, nastąpi wkrótce otrzeźwienie na szczytach firm i zwrot w kierunku myślenia z treścią od myślenia tylko o formie. Jeżeli jeszcze nie klient, to pracownik powinien dać do myślenia – w wielu firmach fluktuacja osiąga 30% do 40% rocznie, a rozumne i istotne obniżenie jej poziomu w znacznym stopniu zależy od rozsądnego, bo dogłębnego zajęcia się tematem.