„Co boli Polaków?”

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

Tym pytaniem zaczyna się reklama jakiegoś specyfiku (pewnie suplementu diety) i zaraz pada odpowiedź: „Nieważne, co boli, ważne, żeby nie bolało”.

Gdyby zadać to pytanie w środowisku firmowym: Co boli menedżerów, pracowników, całą firmę? To najczęściej spotkamy się z taką samą odpowiedzią zarządzających.

Już od dobrych kilku lat, w wielu firmach nie stawia się sobie pytania, co się nie zgadza, jakie są przyczyny (dlaczego?), tylko natychmiast zabiera się do poszukiwania ‘skutecznych rozwiązań’.

Takich, przy których nie trzeba się orobić, tzn. np. zastanowić nad przyczynami problemu, który chce się tak bardzo rozwiązać. A tych, w dzisiejszej kompleksowości świata, jest coraz więcej i są coraz bardziej złożone.

‘Skuteczne rozwiązania’, to podobno takie, gdzie już ktoś je gdzieś zastosował i funkcjonowały (case studies). Nieważne, że w innej sytuacji i przy innych warunkach wyjściowych.

W rozmowie z czterema dyrektorami wielkiej firmy okazało się, że podejście mają bardzo podobne.

Jakiekolwiek próby zwrócenia ich uwagi na zależności przyczynowo-skutkowe dotychczasowych niepowodzeń w ich konkretnych działaniach, powodowały u państwa dyrektorów objawy podobne do apopleksji.

„Wszystko już robiliśmy, nawet doskonałe badania, ale dalej nic nie funkcjonuje”. Myśl, że tylko napsuli dobre koncepcje, czy narzędzia, w ogóle nie wchodziła w rachubę.

I czego niecierpliwie oczekiwali? Opowiadania im o dziesiątkach ‘skutecznych rozwiązań’ w innych firmach. A nuż, któreś im się spodoba i je zastosują.

Jeżeli konsultant opowiada potencjalnemu klientowi o skutecznych rozwiązaniach, do których d o p r o w a d z i ł w innych firmach, to z myślą wykazania skuteczności własnego dotychczasowego podejścia i działania, ale nie z myślą dostarczenia klientowi już w trakcie rozmowy tzw. gotowca – natychmiastowej odpowiedzi na jego palące problemy. W ponad 25 latach praktyki doradczej jeszcze nigdy nie zastosowaliśmy tego samego rozwiązania jota w jotę. Realizacja nawet sprawdzonej koncepcji, różniła się od firmy do firmy diametralnie.

Jeżeli potencjalny klient oczekuje jednak gotowych pomysłów do naśladowania, a nie skrupulatnej analizy jego sytuacji, oraz wstępnego określenia możliwych kierunków rozwiązań, to wtedy taka rozmowa się rozjeżdża. To przecież już po jakości analizy konsultanta, po oglądzie tego, jak trafnie rozumie problemy i przyczyny ich powstawania, ocenia się najlepiej jakość doradztwa.

Koronującym spotkanie był pomysł głównej pani dyrektor, aby przyprowadzić klienta, który już coś fajnego wdrożył i żeby to im opowiedział.

Takie podejście nazywa się w rzeczywistości – pomieszaniem sklepiku ze ‘skutecznymi rozwiązaniami’ (dzisiaj najczęściej appkami) z poważnym, bo eksperckim konsultingiem. Konsultingiem, który zaczyna się od przyczyn i kończy się rozwiązaniami, a nie odwrotnie.

W innej międzynarodowej firmie, było podobnie, dyrektor finansowy też chciał powybierać sobie jak w sklepiku internetowym.

Na pytanie, jakie są jego potrzeby, odpowiedział, że nie będzie się spowiadał. W takim razie, po co kogoś zapraszać? Od razu można sobie pobuszować w Google, a ze swoich zawodowych problemów zwierzyć się Aleksie – smart home, Sonosowi, lub Echu.

Eliminowanie zależności przyczynowo-skutkowych ze swojej wyobraźni i ze swojego życia, nie ułatwia życia ani samemu sobie, ani firmie. I warto przywołać słowa Kurta Andersena: Takie podejście do świata, nazywa się magicznym myśleniem.

Naśladownictwo rozwiązań przy prościutkich problemach najczęściej się wypłaca, przy złożonych natomiast, tylko pogarsza sytuację i nic tu nie da zwalanie winny za porażkę: „Inni też tak robili, to i myśmy tak zrobili”.

A suplementy diety odznaczają się najczęściej podobną skutecznością, jak substytuty zarządzania, czyli tzw. ‘skuteczne rozwiązania’ innych firm.

To, że cioci pomogło, jeszcze bardzo długo nie oznacza, że i mnie pomoże.