Zarząd dla picu czy autentico?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

W firmie Picer(n)ia Vaffanculo SA również vaffanculo mówią sobie członkowie zarządu, zamiast autentico współpracować. I tym samym podnosić zdolności swojej organizacji do zwiększania wartości dla klienta, a w konsekwencji osiągać rzeczywiste zyski.

zarzad

Dr. Reinhard K. Sprenger, guru zarządzania w Niemczech, mówi: „Doświadczeni CEOs przytakują, gdy się mówi, że management zajmuje się w 90% problemami, które sam wytworzył.” I przytacza dowcip, który krąży wśród pracowników w jednej z firm z branży energetycznej: „Jeżeli przez wybuch atomowy cały świat zostałby zniszczony, a pozostałaby tylko nasza centrala, to nadal pracowalibyśmy 5 lat i e-maile kursowałyby, telefony by dzwoniły, miałyby miejsce telekonferencje, business reviews i meetingi bez końca. Dopiero po 5 latach wyglądnęlibyśmy na zewnątrz i zapytalibyśmy, czy tam ktoś jeszcze jest.”

Kiedy przytaczam ten dowcip na szkoleniach, większość uczestników uśmiecha się z zawstydzoną miną, komentując najczęściej, że ten dowcip mógłby krążyć również w ich firmie. Zjawisko zarządów zajętych wzajemnymi rozgrywkami, przygotowaniami do rady nadzorczej, tabelkowym zabezpieczaniem swoich indywidualnych interesów, paraliżuje sprawne działanie niejednej firmy. Często ma się wrażenie, że zarządy żyją w młynie rzeczywistości rozbitej na swoje małe światki, i tak fragmentarycznie funkcjonują, nie dostrzegając organizacji w całej swojej złożoności. Cóż więc się dziwić, że przy takim cząstkowym postrzeganiu organizacji i takich „inwestycjach” czasowych zarządu, na końcu wychodzą „profity” ;-( w postaci: silosowości organizacji, braku współpracy międzydziałowej, niskiego zorientowania na rynek, klienta, w konsekwencji braku zysku i jak w tym powyższym smutnym dowcipie – z czasem w ogóle braku jakiegokolwiek uzasadnienia dla funkcjonowania danej organizacji. Dochodzi bowiem do tzw. autyzmu organizacji, a za autyzm nie jest się opłacanym przez klienta.

Więc, jeżeli zarząd dalej chce być opłacany przez klienta (a więc chętnie zatrudniany przez zagraniczne centrale czy rady nadzorcze), powinien uznać współpracę za centralną wartość przywództwa w swojej firmie, najważniejszą zdolnością menedżera jest bowiem pozyskanie innych dla czegoś wspólnego. Zarząd powinien więc nie tylko przezwyciężyć małostkowość i przyziemność we wzajemnych interakcjach, ale robić wszystko, żeby ludzi łączyć, a nie dzielić.

Większość menedżerów bezpośrednio podlegających pod zarząd oczekuje od niego tworzenia warunków dla efektywnej współpracy. Jednak często brakuje im odwagi, aby się tego domagać. Domagać się tego mogą a nawet powinni, jeżeli mają właściwe kompetencje, bo to one właśnie najlepiej zwiększają możliwości wpływu na realną zmianę funkcjonowania zarządu. Z takim budującym przykładem wywierania wpływu na prezesa, mieliśmy do czynienia w jednej z międzynarodowych korporacji, gdzie kilku wyższych menedżerów stworzyło koalicję i poszło do prezesa z informacją: „nie jesteśmy zespołem, każdy sobie rzepkę skrobie”. Jeśli taka inicjatywa wypływa od grupy ważnych menedżerów, zwykle jest ona dla przełożonego/przełożonych bardzo mobilizująca. I tak też zadziałała na tego prezesa, który zareagował dużym zdziwieniem, bo z jego perspektywy nie było żadnego problemu. Gdyby ci wyżsi menedżerowie nie mieli odwagi to nic by się nie zadziało. Oczywiście do czasu pojawienia się konsekwencji finansowych niesprawnie działającej organizacji, kiedy to zwykle dopiero wtedy próbuje się diagnozować istotne problemy. Tyle, że na ich rozwiązanie potrzebne są już wówczas znacznie większe nakłady, a niekiedy już nic nie pomoże.

Oczywiście za to, jak funkcjonuje zarząd, odpowiada przede wszystkim sam zarząd, ale póki zarządza sam władzy nad sobą nie mając, konsekwencje nieopanowanych przez niego dyscyplin, ponosi cała organizacja. Więc ci, którzy dostrzegają te niedomogi i mają pewne możliwości wpływu, powinni z dużą determinacją podejmować akcje, które będą zmieniać organizację z Picer(n)ia Vaffanculo SA w kierunku Tico Tico Autentico. Nawet, jeżeli nie odniosą w krótkim czasie satysfakcjonującego ich sukcesu, to nie oznacza, że nie powinni dalej próbować, a przynajmniej zdobędą doświadczenia, które w kontekście trendów na rynku pracy z pewnością się wypłacą (pracownik jako współtwórca, współzarządzający, a nie wykonawca) – „wypłacą” w znaczeniu dosłownym i metaforycznym.

[UPDATE:] Inne posty w ramach cyklu postów poświęcony radykalnej zmianie w zarządzaniu:
W jakiej firmie pracujesz?
Czy koncentracja na zysku doprowadzi do zysku?
Dlaczego wezwania do lepszej pracy zespołowej nic nie dają?
Dolina Tabelkowa
Kapitał ludzki wciąż nie jest traktowany jako prawdziwy kapitał
Dlaczego jakość spada i będzie spadać (chyba że przestanie)?
Jak przyciągamy klienta? Bylejakością