Bez przesady! To mnie nie dotyczy!

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Jak zamienić strach, który paraliżuje, na taki, który motywuje?

Ostatnio z kilku źródeł doszły do mnie głosy, że przesadzamy. Że nie możemy tylko tak straszyć przyszłością, że ludzie tracą nadzieję.  Że wydziwiamy, że przeciętnego pracownika w Polsce to nie dotyczy, że to wszystko w Stanach. Że ta digitalizacja to nowoczesne technologie, a nasz produkt / usługa (produkujemy pieluchy, handlujemy winem) są całkiem proste i tradycyjne i o żadnych transformacjach, a tym bardziej digitalnych, nie ma mowy.

Nigdy nie startowaliśmy w konkursie popularności – gdyby tak było, już od dawna zajmowalibyśmy się opowiadaniem ludziom, jacy są świetni, a jacy inni są okropni.

Natomiast zastanawia mnie, czy obwinianie tego, kto poszerza nam świadomość i naświetla rzeczywistość, za to, że ta rzeczywistość nie przedstawia się tak różowo jakbyśmy chcieli, jest naprawdę najsensowniejszą rzeczą, jaką można zrobić w tej sytuacji?

Tym bardziej, że dowody na to, że świat się zmienia i na to, że te zmiany dla części z nas nie będą przyjemne, można znaleźć wszędzie – nawet, a może tym bardziej – otwierając (inteligentną) lodówkę.

Są to i szeroko zakrojone analizy ekonomiczno-społeczne (Oxford, MIT), czy badania przeprowadzone wśród organizacji (Uniwersytet St. Gallen), ale również i dowody anegdotyczne, dla tych, do których „czucie i wiara silniej mówi niż mędrca szkiełko i oko”.

Wystarczy sięgnąć np. po jeden z ostatnich Magazynów Świątecznych Wyborczej i świetny, przeglądowy, artykuł o sztucznej inteligencji („Sztuczna inteligencja. Bóg już istnieje.”). Artur Włodarski pisze:

Twórcy WordSmith twierdzą, że potrafi naśladować większość dziennikarzy. Można w to uwierzyć, próbując odgadnąć autora – człowieka lub komputer – ośmiu krótkich tekstów w „New York Timesie”. Niemal nikomu nie udaje się odpowiedzieć bezbłędnie.”

Tanie roboty-doradcy przełamią impas na rynku usług finansowych, gdzie indywidualne porady są przywilejem majętnych – ocenia Uday Singh z firmy konsultingowej AT Kearney. Uważa, że za kilka lat każdy większy bank będzie musiał otworzyć oddział robotów-doradców, inaczej straci klientów.”

To, co wytrawnemu analitykowi zajęłoby 40 roboczogodzin, Kensho robi w sekundę, łącznie z wykresami i tabelami. Analizuje każde większe wahnięcie walut, zmianę cen surowców, komunikaty z rynku pracy czy rozmiary epidemii grypy, a wnioski formułuje w krótkich zdaniach prostym angielskim. Z jego usług korzysta np. CNBC, której te analizy pomogły przekonać widzów, że złoto nie jest dobrą lokatą w czasach rynkowej zawieruchy. To dobra wróżba dla szefów Goldmana, a zła dla jego analityków zarabiających 350-500 tys. dol. rocznie. Co prawda Kensho nie wywołał jeszcze fali zwolnień, ale jak zauważył Nadler, ilekroć się o nim wspomni, w bankowej stołówce od razu robi się ciszej. Uważa, że za 10 lat zatrudnienie w sektorze finansów będzie o 35-50 proc. niższe i nawet takie tuzy jak Goldman kadrowo mocno schudną. AI pozwoli im jednak mniejszą liczbą analityków ogarnąć zasoby danych przerastające możliwości ludzkiego umysłu.”

Ta wiadomość wyglądała na prima aprilis: pod koniec marca w firmie McCann dyrektorem kreatywnym mianowano AI-CDß. – Mieliśmy wakat na tym stanowisku – wyjaśnia Shun Matsuzaka z japońskiego oddziału firmy. – Uznaliśmy, że sztuczna inteligencja stworzy lepsze kreacje reklamowe. Jak? Z najbardziej udanych reklam ostatniej dekady będzie wyłuskiwać te elementy, które przesądziły o sukcesie, odświeżać je i włączać do nowych produkcji.”

I wreszcie przytacza wyniki badań:

Forrester Research, niezależna firma badawcza, oblicza, że w miejsce 10 zlikwidowanych miejsc pracy powstanie tylko jedno nowe. Żaden sektor nie jest bezpieczny, a niektóre ucierpią szczególnie mocno. Jeśli na kimś robi wrażenie informacja, że w ciągu 10 lat banki zostaną odchudzone o 30 proc., to co ten ktoś powie o call centers, w których w ciągu pięciu lat posadę straci aż 90 proc. pracowników, 8-10 milionów osób?”

Uber nie kryje, że chce wozić pasażerów autami bez kierowców. Amazon wpuszcza coraz więcej robotów do swych magazynów, to już wiemy, ale w milionach mniej eksponowanych firm na całym świecie zwolnią się setki milionów biurek. AI przetrzebi zastępy białych kołnierzyków: urzędników, pośredników, sprzedawców… Według szacunków Białego Domu robotyzacją zagrożonych jest aż 47 proc. miejsc pracy w USA! 83 proc. z tego dotyczy profesji gorzej płatnych, do 20 dol. za godzinę. Ci, którzy zarabiali najwięcej, mogą spać spokojnie – do 2030 r. pracę straci najwyżej co piąty.”

A to jest tylko jeden artykuł. Z setek – ukazujących się wszędzie – również w prasie amerykańskiej (NYT), brytyjskiej (Guardian), niemieckiej (Die Zeit, Spiegel), szwajcarskiej (NZZ, Handelszeitung), w publikacjach specjalistycznych (McKinsey, MIT Sloan Management Review), również w telewizji (ARD).

To może przytłaczać. Zwłaszcza, jeśli do tej pory o przyszłości myślało się raczej niewiele.

Strach jest jak najbardziej zrozumiałą reakcją obronną na poczucie niepewności. Podobnie jak „zabijanie posłańca”. Podobnie jak zaprzeczanie.

Odwieczne pytanie brzmi jednak: czy warto poświęcać na to swoją energię akurat teraz? Czy naprawdę sądzimy, że coś tymi negatywnymi emocjami oraz mechanizmami obronnymi osiągniemy?

Chowanie głowy w piasek i przy okazji obrzucanie tym piaskiem innych nie jest dobrą strategią przetrwania.

My wykonujemy swoją pracę – poświęcamy godziny na zbieranie informacji m.in. z wyżej wymienionych źródeł, analizujemy je w oparciu o szeroki wachlarz struktur, którymi dysponujemy, wyciągamy wnioski dzięki naszej wiedzy i naszemu doświadczeniu. Ba! Podpowiadamy, jak dalej digitalna transformacja w Państwa firmach i w Państwa życiach może wyglądać. Ostrzegamy, co na 100% uniemożliwi przeprowadzenie jakiejkolwiek transformacji –  w ogóle.

Posługując się zgrabną metaforą, bo metafory są tym narzędziem poznania, które pomaga nam lepiej zrozumieć rzeczywistość:

Obecną sytuację można porównać do ekstremalnego maratonu po górach, w którym musimy wziąć udział i go przeżyć. Część zawodników jest do niego świetnie przygotowana – mają dużo energii, są zwinni, mają dobre wyposażenie. Tak można opisać duże koncerny technologiczne pokroju Google, czy Amazona, a także miriady codziennie powstających i otrzymujących wysokie dofinansowanie start-upów.

Te firmy są digitalne, nie muszą przechodzić digitalnej transformacji.

Część zawodników nie jest w tak komfortowej sytuacji – nie są dobrze przygotowani. Właściwie to nie są wcale przygotowani. Mają nadwagę, zmęczone stawy i słabą kondycję fizyczną. Nie wiedzą też właściwie, jak powinni się przygotować do tego wyścigu technicznie – na plecach mają wór pełen niepotrzebnych rzeczy (np. zardzewiałych garnków), a na nogach klapki. I dokładnie w takiej sytuacji znajduje się obecnie wiele z tzw. starych, tradycyjnych koncernów. Dlatego Joe Schoendorf, inwestor z Doliny Krzemowej, przewiduje, że 1/3 koncernów przestanie wkrótce istnieć.

W takim stanie nie dobiegną po prostu do pierwszego zakrętu. Jedynym ratunkiem dla takich firm jest próba przejścia transformacji i stanie się bardziej digitalnym.

Wiedzą o tym nawet ci, którzy w tym momencie jeszcze nie muszą brać udziału w tym ekstremalnym wyścigu. Obserwując to, co się dzieje wokół nich, wiedzą jednak, że taki stan nie będzie trwał długo. Jak szwajcarskie koleje SBB – które mają obecnie pozycję monopolisty, ale jednocześnie mają, jak to nazywają „rozproszone poczucie zagrożenia – np. autonomicznymi samochodami”, które każe im działać. Nie jest powiedziane, że akurat autonomiczne samochody kiedykolwiek będą stanowić realną konkurencję dla kolei. Nie jest też powiedziane, że nie będą. Dlatego SBB woli się zabezpieczyć na nadejście takiego ewentualnego, nieprzewidzianego konkurenta i podejmuje działania idące w kierunku digitalnej transformacji, nie tylko wdrażając nowe technologie, ale też próbując wyciągnąć ludzi z poczucia „ciepełka”, tchnąć w nich więcej energii, zbudować bardziej innowacyjną kulturę.

Dlatego paraliżujący strach lepiej przekuć na strach, który motywuje – do zadawania sobie pytań i do działania:

Kiedy ja i moja firma będziemy musieli wystartować w tym ekstremalnym wyścigu? A może już bierzemy w nim udział?

Kim są konkurenci? Skąd mogą nagle wyłonić się ci, których do tej pory nie traktowaliśmy jako konkurencji?

Co jest nam potrzebne, by przeżyć ten ekstremalny wyścig? Czy mamy poczucie, że jesteśmy w dobrej kondycji? Czy mamy wszystko, co jest nam potrzebne – struktury, procesy, ludzi, kompetencje, nastawienia? A może coś jest zbędne?

Jedno jest pewne: oburzanie się na kogoś, kto mówi nam, że w klapkach i z plecakiem pełnym starych garnków na plecach, nie dobiegniemy do pierwszego zakrętu, na pewno nam w tym nie pomoże.

Źródło ilustracji: Ryan Smith, Volcano Running