Kto może przegrać walkę z robotami? Jakie będą tego konsekwencje?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kiedy kilka lat temu pisałam o cyfrowym tayloryzmie, wielu menedżerom trudno było uwierzyć, że coraz więcej ludzi będzie wykonywać coraz głupszą pracę. Teraz, w obliczu doniesień o coraz powszechniejszej robotyzacji i automatyzacji w różnych branżach, można powiedzieć nie tyle, że praca będzie coraz głupsza. Jej po prostu nie będzie.

Do tej pory żyliśmy w cieplutkim przekonaniu, że pewnych zadań komputery nie będą w stanie nigdy wykonywać. Owszem, byliśmy świadomi, że moc obliczeniowa komputerów podwaja się co dwa lata, ale oznaczało to dla nas co najwyżej możliwość szybszego zrealizowania przelewu lub zarezerwowania biletu lotniczego.

Wykwalifikowanym pracownikom umysłowym nie mieściło się w światłych głowach, że wkrótce w dużej mierze podzielą los kasjerek bankowych, czy pracowników biur lotniczych.

A jednak – to, co do tej pory uchodziło za niemożliwe, dzieje się praktycznie na naszych oczach. Właściwie nie ma branży, której by to zjawisko nie dotyczyło:

  • w tłumaczeniach – coraz więcej osób radzi sobie z powodzeniem dzięki tłumaczowi Google’a, również Skype wprowadza moduły tłumaczenia mowy; pracę i płacę tłumacza na wysokim poziomie utrzyma jedynie garstka „gwiazd”
  • wśród adwokatów – na rynku amerykańskim coraz powszechniejsze jest oprogramowanie, które skanuje dokumenty w tempie, jakiego nigdy nie osiągnie nawet kilkanaście młodszych prawników, nie popełnia błędów, niczego nie przegapi. Ba! Analizuje nie tylko dokumenty, ale również dotychczas podejmowane decyzje przez określone składy sędziowskie i sędziów przysięgłych i pokazuje możliwości zawarcia ugody przed kosztownym procesem – co eliminuje konieczność prowadzenia długotrwałych i niepotrzebnie drogich spraw, co z kolei w dużej mierze eliminuje zapotrzebowanie na prawników.
  • wśród lekarzy – Watson, komputer IBM, skanuje nie tylko tekst, ale również obrazy, dzięki czemu jest w stanie utrzymywać na bieżąco najbardziej aktualny poziom wiedzy w każdej dziedzinie medycyny. Coś, na co lekarze nigdy nie będą mieli wystarczająco dużo czasu. Ale są również prowadzone eksperymenty nad robotami, które operują zupełnie samodzielnie –tzn. nie będąc sterowanymi przez człowieka, potrafią wychwycić i wyciąć chorą tkankę.
  • w branży outsourcingu – dzięki cyfrowej automatyzacji procesów nie potrzeba będzie dodatkowych centrów przetwarzających faktury, analizujących dokumenty i realizujących proste księgowe zadania
  • wśród menedżerów – smutny los nie ominie menedżerów-administratorów, o czym już też pisałam

Itd. Itd. Zainteresowanym polecam prosty test przygotowany na bazie danych z Oxford St. Martin, w którym można sprawdzić, jak duże jest ryzyko, że ich praca zostanie zastąpiona przez roboty: http://www.bbc.com/news/technology-34066941

Dość powiedzieć, że ta sama uczelnia, na bazie swoich analiz, przewiduje, że do 2030 roku zniknie 47% zawodów, które obecnie znamy.

Oczywiście, to nie będzie tak, że nagle, jednego dnia, całe zawody zostaną zmyte z powierzchni ziemi. Ale będą powoli zanikać – tak jak dzieje się to teraz. Z 10 pracowników zatrudnionych np. w administracji HR, będzie zatrudnionych 8, potem ktoś odejdzie na emeryturę, ktoś odejdzie do innej firmy – i nagle zostanie 6. A potem wystarczą dwie osoby do nadzorowania komputerów. Albo, jak w niektórych firmach, ten dział jest całkowicie likwidowany.

To jednak wywróci do góry nogami porządek społeczny, jaki znamy – wystarczy uświadomić sobie, że przez ostatnie lata wszyscy szkolili się i stawiali na umiejętności, w których maszyny ostatecznie stały się lepsze (czyli zbierania i przetwarzania danych, logicznego myślenia, procesowania itp.)

Coraz więcej socjologów (jak np. Heinz Bude) wskazuje, że stoimy przed realnym wyzwaniem społecznym – czyli rzeszą obywateli z zerową wartością gospodarczą, z ogromnymi grupami ludzi całkowicie zdolnych do pracy, którzy nie będą w stanie znaleźć zatrudnienia. Czyli czeka nas to, o czym już wspominaliśmy – garstka uprzywilejowanych oraz rzesze ludzi, których na konferencji GPDF’2015 ochrzczono mianem „będących poniżej algorytmu”. Jak organizacje, społeczeństwa i państwa będą sobie z tym radzić? To pozostaje wciąż otwartym pytaniem.

A jak mogą sobie z tym radzić zagrożeni menedżerowie i specjaliści? Czy mogą zmienić swój los?

Geoff Colvin, redaktor naczelny magazynu Fortune, autor niedawno wydanej książki „Humans are underrated”, potwierdza to, co usłyszałam na konferencji GPDF w Wiedniu – „człowieczeństwo” wraca do łask.

Liczyć będą się:

  • Kreatywność – żadna maszyna bowiem nie jest tak nieobliczalna jak człowiek – w tym polu możemy rozwijać się w nieskończoność
  • Umiejętność wczuwania się w potrzeby klienta (zwana również empatią 😉 – dlatego np. takie firmy jak Spotify czy Apple odchodzą od rekomendacji piosenek czy książek poprzez algorytmy na rzecz całkowicie ludzkiej instytucji kuratora treści
  • Umiejętności „relacyjne” – oparte na budowaniu więzi, wspólnocie wartości, moralności, współpracy, nadawaniu sensu i orientacji, otwartości na innych

Dlatego stale będzie rosło zapotrzebowanie na:

  • Zawody społeczne i artystyczne – np. od kilku lat nieprzerwanie rośnie zapotrzebowanie na instruktorów Zumby 😉
  • Zawody, w których niezbędne są takie czynności, które ludzie preferują, by były wykonywane przez innych ludzi, nawet jeśli maszyny też dają sobie z nimi świetnie radę, czyli np. zadania, w których trzeba przejąć odpowiedzialność, albo, w których trzeba współpracować, by osiągnąć wspólne cele, albo które polegają na rozwiązywaniu typowo ludzkich, szybko zmieniających się problemów

Krótko mówiąc, będziemy podążać za przywódcą-człowiekiem, nawet jeśli komputer będzie rzadziej popełniał błędy.

Wolimy usłyszeć diagnozę od lekarza, nawet jeśli została ona przygotowana i wydrukowana przez komputer.

Chcemy ustalać i negocjować z ludźmi, patrząc im w oczy.

Dla tych, którzy wykorzystują na co dzień swój ludzki potencjał, to dobre wieści. Dla tych, którzy nie mają ku temu póki co okazji… również – w końcu bycie człowiekiem, który rozmawia, współpracuje z innymi, ufa im, przekonuje ich do swoich nowych pomysłów, negocjuje, rozwiązuje konflikty, to nasz naturalny stan, nie bycie trybikiem lub algorytmem w większej procedurze. Im bardziej będziemy wydobywać z siebie ten ludzki pierwiastek i promować go w swoim otoczeniu, tym mniej musimy bać się przyszłości. Natomiast, cytując Williama H. Bosserta, który również na początku lat 70. zetknął się z podobnymi obawami („bycia zastępowanymi przez komputery”):

„jeśli boisz się, że zostaniesz zastąpiony przez komputer, to tak prawdopodobnie może być – i powinno.”

W walce z maszynami zatem najlepiej poradzą sobie nie-maszyny.

Czasy zmieniania ludzi w roboty całe szczęście się kończą.

No, może poza małymi wyjątkami 😉