„Komputer mówi: NIE”

  • 3
  •  
  • 18
  •  
  •  
  •  
    21
    Udostępnienia

Może, kiedyś, prawdopodobnie, chyba – częstotliwość, z jaką słyszę i widzę słowa rodem z Ody do Rozmydlenia (Rozmemłania), rośnie. Poczucie zagubienia i chęć ucieczki od odpowiedzialności widocznie narastają – zarówno na gruncie zawodowym, jak i prywatnym. Zupełnie jakby wiele osób ugryzło jakieś tajemnicze jadowite zwierzę, którego trucizna wywołuje paraliż. Wszyscy wiedzą, że w dżungli stale pojawiających się nowych informacji i nowych bodźców nie jest to najbezpieczniejsze.

Jak to jest możliwe? Przecież dysponujemy najlepszymi w historii narzędziami, które mają ułatwiać i usprawniać nasz proces podejmowania decyzji. Problem polega na tym, że chyba zbyt mocno w to uwierzyliśmy. To, jak próbujemy kontrolować rzeczywistość za pomocą maszyn, tabel, komputerów, narzędziowników itp., wpędza nas – celowo używam słowa nas, jako społeczeństwo, jako ludzkość – w jeszcze większe tarapaty.

Strumienie wiadomości, appki do samooptymalizacji, interfejsy, platformy, big data, algorytmy zamiast przybliżać nas do rzeczywistości, ułatwiając nam jej zrozumienie, tylko nas od niej oddalają. Im bardziej staramy się wszystko zaprogramować, skodyfikować, tym mocniej stan rzeczywisty zaczyna nam się „rozłazić” ze stanem upragnionym. Główną przyczyną jest oczywiście człowiek, istota nieprzewidywalna, kapryśna, emocjonalna i trudna do kontroli. Ile fajnych rzeczy można by wdrożyć w firmach, gdyby nie pracownicy! Albo: Program jest w porządku, tylko użytkownicy nie potrafią z niego korzystać. Chciałabym, żeby były to cytaty zasłyszane wyłącznie w mojej wyobraźni. Niestety, jest inaczej…

Im mniej ludzie poddają się temu zaprocedurowaniu, im więcej problemów takie inicjatywy rodzą – tym silniejszy atak „umaszynowienia” i tym większa kontrola.

Programy kontrolujące czas pracy na komputerach, tworzenie jeszcze bardziej dokładnych zestawów kompetencji, ocenianych coraz częściej za pomocą coraz dokładniejszych arkuszy ocen, tworzenie jeszcze bardziej skomplikowanych tabel, algorytmy skutecznej komunikacji na problemy z komunikacją w zespole. Zupełnie jakby każdy objaw człowieczeństwa budził jeszcze większą furię.

Pytanie, czy taka mechanistyczna filozofia ma w ogóle jakikolwiek sens?

Czy próby rugowania z ludzi tego, co w nich najlepsze, to dobry kierunek? Jeśli między pracownikiem a jego pracą stawiamy komputery, tabele, procedury, schematy, w jaki sposób ma on, zmęczony ciągłym wypełnianiem raportów i uzasadnianiem każdego swojego kroku, rozwijać swoją kreatywność? Jeśli między menedżerem a jego zespołem stawiamy taki zestaw aplikacji aktywujący menedżera (niestety, istnieje coś takiego na rynku), to jak możemy oczekiwać, że wykształcą się między nimi partnerskie i ludzkie relacje?

Ba, jeśli między człowiekiem a jego potrzebami postawimy samooptymalizację, self-hacking, inżynierię wszelkiego rodzaju, to jak możemy spodziewać się, że kiedykolwiek poczuje się on szczęśliwy?

A kreatywność i umiejętności społeczne są tym zestawem, który gwarantuje nam przeżycie w przyszłości. Należą zresztą do zestawu, który gwarantował nam również przeżycie w przeszłości i dojście w naszej ewolucji do momentu, w jakim obecnie się znajdujemy jako gatunek (Nicholas Carr).

Do tego zestawu przynależą również: umiejętności perspektywicznego, krytycznego i analitycznego myślenia, wyobraźnia, refleksja. One jednak również poświęcone zostały na ołtarzu natychmiastowego dostępu do informacji i multitaskingu na kilku ekranach. Staliśmy się społeczeństwem uzależnionym od bodźców (psychiatra Joachim Bauer), które może nieźle radzi sobie w teleturniejach, ale gorzej mu idzie z myśleniem przyczynowo-skutkowym (Douglas Rushkoff).

Dodajmy jeszcze fakt, że coraz więcej prac jest wykonywanych przez komputery i maszyny, a ludzie stają się coraz częściej biernymi obserwatorami procesów, które coraz trudniej jest im zrozumieć. I mamy przepis na shiny happy people.

Czy ta maszynowa droga rozwoju zmieniająca ludzi w śliniące się nad swoimi smartfonami, tabletami i tabelami psy Pawłowa ma jakiś kres?

Za szybkość maszyn maskującą bezmyślność działań płacimy ogromną cenę – ludzie, którzy nie mogą wykorzystywać swojego potencjału i realizować zadań, które rzeczywiście ich rozwijają (złożonych, kompleksowych, mających sens, wymagających kontaktu z drugim człowiekiem), stają się coraz mniej zaangażowani. Tego nie naprawi żaden program budowania zaangażowania, który łatwo zaraportować w tabelce. Brak zaangażowania i poczucie oderwania od rzeczywistości pogłębia z kolei problem, z którym jako społeczeństwo będziemy się stykać coraz częściej w nadchodzących latach – czyli coraz powszechniejszych problemów ze zdrowiem psychicznym. Już teraz w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, czy Australii uznawanych za równie, jeśli nie bardziej kosztowne – i dla państw, i dla produktywności firm, co chociażby choroby kardiologiczne.

Zadaniem menedżerów, a także działów HR i komunikacji jest przywracanie człowieczeństwa firmom, nie odbieranie jego resztek. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, wszyscy powinniśmy koncentrować się na dyskusji o systemach, o wartościach, o filozofii działania, a nie o narzędziach, technologiach, trikach i hackach. Dla tych, którzy jednak będą postępować inaczej i na przykład wybiorą się na jedną z tak licznych ostatnio nowoczesnych konferencji o technologiach w HR lub zarządzaniu, umieszczam ilustrację poglądową ich przyszłej (a może i obecnej roli w firmie).

computer-no

Firmy za umaszynowienie i zaprocedurowanie pracowników płacą ich niskim zaangażowaniem, wysoką fluktuacją i brakiem inicjatywy, co z kolei przekłada się na niską elastyczność organizacji, niską egzekutywność i niską innowacyjność.

Dla menedżera traktowanie pracowników jako maszyny może skończyć się tym, że w kryzysowej sytuacji maszyny stwierdzą: „tego nie obejmuje procedura”, albo po prostu się zepsują.

Człowiek, który za wszelką cenę pragnie upodobnić się do maszyny i dzięki temu osiągnąć sukces, może być pewien, że tak się nigdy nie stanie. Maszyna w takiej sytuacji zawsze wygra.