Gdzie widzisz siebie za 5 lat?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

To typowe pytanie rekrutacyjne, przy którym od lat pocą się kandydaci, nie tylko letnią porą. Jedni odpowiadają na nie konkretnie, wybadawszy uprzednio możliwości, jakie oferuje dany pracodawca. Inni bezczelnie, mówiąc: na Pana/Pani stanowisku. Inni dzielą się marzeniami, snując wizje siebie siedzącego na plaży na Malediwach, sączącego drinki (byle zdążyć przed globalnym ociepleniem!). Jeszcze inni oburzają się na nieprecyzyjność takiego pytania, na marność rekrutera, na marność nad marnościami i nad wszystkim marność…

A co by się stało, gdyby kandydaci zdecydowali się odbić piłeczkę?

Czy rekruter / menedżer byłby gotowy odpowiedzieć, w imieniu swojej firmy, gdzie będzie ona za 5 lat?

Czy firma ma konkretne wyobrażenie, jak będzie wyglądała jej przyszłość?

Będziemy liderem w swojej branży! – To można najczęściej usłyszeć / wyczytać z wizji umieszczonej w zakładce „O nas” na stronie www.

Brzmi dobrze.

Ale… jakiej branży konkretnie? Skąd ta pewność, że ta branża będzie istniała za 5 lat?

Jak w ogóle chcecie stać się tym liderem? Czy macie jakiś plan? Będziecie inwestować w nowe technologie… i co dalej?

Czy wiecie jak na Wasz biznes wpłynie automatyzacja? Co będzie ona oznaczać dla Waszych pracowników?

Czy, z drugiej strony, jesteście przygotowani na to, że pracowników w którymś momencie może zabraknąć? Jak walczycie o najlepszych?

Czy jesteście przygotowani na konkurentów z zupełnie innej dziedziny, którzy nagle – w ciągu kilku miesięcy – mogą zabrać Wam sporą część klientów?

Czy będziecie w stanie walczyć o tych klientów, a więc zaspokajać ich potrzeby, nawet jeśli będą one dramatycznie się zmieniać i będą dramatycznie różne?

Czy kandydat powinien wiązać się na dłużej z firmą, która nie ma pojęcia, jak odpowiedzieć na powyższe pytania?

 

Jak tam, drogi czytelniku? Spociłeś / spociłaś się, ale wiesz, że to nie ze względu na letnią porę (bo klimatyzator szumi aż miło)?

Jak Ty byś odpowiedział na takie pytania?

 

Zaobserwowałam cztery strategie obchodzenia się z przyszłością wśród największych firm. Być może odnajdziesz swoją firmę w którejś z nich :

  • (do tej strategii nikt się otwarcie nie przyzna, ale że jest najpopularniejsza, to umieszczam ją na samym początku) Nie zastanawiamy się nad tym, bo nie mamy czasu, jesteśmy zabiegani. Poznać ją można po okrągłych i zgrabnych odpowiedziach na pierwsze pytania o przyszłość oraz po rosnącym poirytowaniu i trzęsącym się głosie przy domaganiu się większych konkretów. To reakcja z poziomu: Nie pójdę do dentysty, bo mnie teraz strasznie bolą zęby i strasznie cierpię, a w ogóle to daj mi święty spokój i nie dręcz mnie! Nie widzisz, że mnie boli? Tymczasem wystarczy się zastanowić, ilu kolegów i koleżanek już powcinało z pola widzenia.
  • Za 5 lat nic się nie zmieni, będzie tak samo. Te większe trendy nas nie dotyczą, jesteśmy stabilną branżą. Tak np. myślało P&G, którym w Niemczech klientów odbiera start-up produkujący pieluszki i dostarczający je bezpośrednio do kupujących. Cóż, nawet jeśli Twoja firma produkuje beton / odlewy / silniki, to jeśli należy do większego koncernu, możesz domniemywać, że w centrali już ktoś kalkuluje, czy pełna automatyzacja produkcji i sprowadzenie jej do Heimatu nie opłaciłaby się bardziej. I co wtedy?
  • Będzie super! Jesteśmy na bieżąco z przemianami, wdrażamy właśnie system X / technologię Y / narzędzie Z. Good for you!, chciałoby się zawołać. A czy robicie coś jeszcze – zmieniacie np. kulturę, uczycie ludzi nowych umiejętności? Czy liczycie, że ten system / technologia / narzędzie, będzie odpowiedzią na wszystkie powyższe pytania? Że kupiliście sobie bezpieczeństwo za grube miliony i nie musicie się już zastanawiać? Że to kompetencja Działu IT, a Wy się nie mieszacie? A ok, to nie przeszkadzam. Tylko przypomnę przykład BBC, które straciło 100 mln funtów na projekcie digitalnej transformacji, który koncentrował się wyłącznie na technologii.
  • Przyszłość staje się coraz bardziej kompleksowa, nie da się jej w 100% przewidzieć. Robimy jednak wszystko, by się przygotować na jej różne warianty. Tak, to wreszcie brzmi sensownie i uczciwie.

Ale jak to wygląda w praktyce?

 

Idealnie, jeśli firma odpowiada:

  • Dyskutujemy, razem z pracownikami, nad możliwymi scenariuszami przyszłości – nad ich pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami
  • Tworzymy wspólnie rozwiązania, które pozwolą – w różnych wypadkach – ominąć te negatywne konsekwencje
  • Wdrażamy je od razu, albo, jeśli nie jesteśmy pewni skutków ich działania
  • Testujemy je, na wybranych grupach, weryfikując ich skuteczność
  • Analizujemy, wyciągamy wnioski, podejmujemy decyzje i…
  • Dyskutujemy dalej.

 

Firmą, która przyjęła takie podejście do przyszłości, jest np. Deutsche Bahn.

Pracownicy w przyszłości będą oczekiwali coraz większego wpływu i samostanowienia? Dobrze, przetestujmy w trzech różnych zespołach, w trzech różnych obszarach, jak w praktyce sprawdzają się tzw. zespoły bez menedżera.

O pasażerów w przyszłości trzeba będzie jeszcze mocniej walczyć – konkurencja rośnie nam w postaci car-sharingu oraz dalej – samochodów autonomicznych? Dobrze, stwórzmy standardy obsługi pasażera godne XXI wieku i przetestujmy je – zobaczmy, jak reagują na nie klienci już teraz.

 

Jak myślisz, drogi czytelniku, w której firmie najchętniej zatrudniłby się kandydat, który troszczy się o swoją przyszłość?

A kiedy sam zadasz pytanie o przyszłość swojej firmie?