Kiedy właściwie jest dobry moment na komunikację?

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zajmowanie się komunikacją nie jest obecnie najłatwiejszym kawałkiem chleba. Do dylematów – w co warto zainwestować swój czas i pieniądze firmy, dochodzi też nieciekawy kontekst dla komunikacji wewnętrznej A.D. 2016. W świecie targanym strachem i emocjami krąży wiele alternatywnych wersji rzeczywistości – nie bez przyczyny słowem roku wg Oxford Dictionaries została „post-prawda”.

Sporo ludzi doświadcza poczucia zwątpienia i zagubienia, łatwo popadając w cynizm – nie oszukujmy się, że jakimś cudem ten trend ominął pracowników w naszych firmach. To czyni kształtowanie godnej zaufania komunikacji firmowej wielokrotnie trudniejszym zadaniem niż do tej pory. Ale nie niemożliwym.

Od czego wobec tego zacząć?

Od postawienia sobie szerszego pytania: Co jest misją komunikacji? Co zagwarantuje jej przyszłość jako profesji?

Cóż, odpowiedź sama się nasuwa.

Misją komunikacji jest dostarczanie sensu w dezorientujących i zdezorientowanych firmach.

(Bardzo trafnie i krótko ujął to ostatnio Roger D’Aprix, dlatego też przytaczam tu jego słowa).

Dlaczego?

Samo zalewanie informacjami (przy pomocy kolejnych, nowoczesnych narzędzi) pracowników, którzy czują się przestraszeni, pogubieni, zwątpieni, i liczenie na to, że sami wyciągną trafne wnioski – to się nie może udać w stale zmieniającym się, kompleksowym świecie. Wręcz przeciwnie – to jest dokładnie powód, dla którego u wielu powstaje wyżej opisane poczucie zagubienia.

statek

Pracownicy potrzebują wyjaśnień, interpretacji, nadania kierunku, poczucia, że w tym szaleństwie jest metoda. Jeśli tego nie dostaną od firmy, znajdą odpowiedzi na swoje pytania gdzie indziej – i wyciągną zgoła inne wnioski niż byśmy chcieli.

A bez ich zaufania i zrozumienia nie uda się to, co zagwarantuje przyszłość firmom (i komunikacji) – czyli digitalna transformacja – zmiana nie tylko w technologicznym, ale i kulturowym sensie.

Promując temat digitalnej transformacji, czasem stykamy się z odpowiedzią – dla nas jeszcze za wcześnie, to nie ten moment. Cóż mogę na to odpowiedzieć – szczerze wątpię, że potencjalni konkurenci będą czekać, „aż nastąpi ten moment.” Jak by to zresztą miało wyglądać? Mieliby napisać maila? „Droga firmo X, właśnie stworzyliśmy produkt / usługę, który właściwie wyeliminuje jakiekolwiek zapotrzebowanie na Wasze produkty / usługi. Proszę, dajcie nam znać, kiedy będziemy mogli go wprowadzić na rynek – może będziecie mieli chwilę oddechu po przedstawieniu wyników za ostatni kwartał? Czy to byłby ten dobry moment? Z poważaniem, Prezes Firmy, Która Doprowadzi do Waszego Bankructwa (Ale Tylko Wtedy, Gdy Nadejdzie Ten Moment).”

Żarty (na chwilę) na bok. Niezależnie od „momentu”, komunikacja zawsze musi być w pełnej gotowości. I ta pełna gotowość nie oznacza niczego innego jak zdolność do dostarczania sensu i orientacji w bezsensownym świecie. Więc jak u Państwa z tą zdolnością?

Czy sami macie orientację i poczucie sensu? Czy rozumiecie temat digitalnej transformacji?

Czy obecne funkcjonowanie komunikacji firmowej pozwala na poruszanie nawet najtrudniejszych tematów?

Czy dostrzegacie bariery dla digitalnej transformacji w komunikacji firmowej oraz wśród pracowników?

Czy czujecie się wystarczająco na siłach (Wy i Wasz zespół), by sprostać misji w zmiennych i nieprzewidywalnych warunkach?

Czy jesteście gotowi na prawdziwy dialog i otwartą rozmowę?

Samo stwierdzenie zarządzających, że to nie pora na ten temat, nie sprawi, że ludzie nie będą zadawać sobie pytań: „Czy za kilka lat mojej firmy nie zniszczy Google lub jakiś start-up, który jeszcze nie istnieje? Czy będę miał pracę, czy może zastąpi mnie robot? Jaki jest w ogóle sens tego wszystkiego?” Ostatnio czytałam wywiad z jednym z amerykańskich socjologów, który wspomniał, że ludzie są obecnie tak rozedrgani emocjonalnie, że w trakcie zwykłej rozmowy potrafią się rozpłakać – to jest kolejny dowód na to, że stan niepewności oraz strach zagościły wśród wielu z nas na dobre.

Misją komunikacji firmowej jest odpowiadanie na te pytania i na te lęki.

Tylko nieco szybciej i w nieco bardziej rozbudowany sposób niż miało to miejsce w książce / filmie „Autostopem przez galaktykę”