A jednak się da!

  •  
  •  
  • 11
  •  
  •  
  •  
    11
    Udostępnienia

 

Joanna Stępień: Nie ma prawdziwej digitalizacji bez transformacji. Pewnie, że można powiedzieć, że się nie da, ale jednak wciąż sensowniej zastanowić się chwilę, dlaczego się da.

Jarek Zając: No właśnie, zbyt  często słyszymy: „tego się nie da przeprowadzić!”, „Zapomnijcie, nie z tymi ludźmi!”, „Na pewno nie w tej firmie!”.

Wojciech Kurda: W tej materii zawsze było trudno. Nigdy nie było tak, że warunki były w 100% idealne. Jednak znajdowali się ludzie, którzy potrafili zawalczyć o sensowne zmiany. To, że teraz jest tej woli zmian mniej, to kwestia nie warunków, ale właśnie ludzkich nastawień.

JS: Dokładnie, kiedyś pracownicy w firmach bardziej próbowali, więcej walczyli. Może być tak, że przez te swoje wcześniejsze, nieudane próby, nabili sobie kilka siniaków i się zniechęcili.

Urszula Jabłońska: Jak jeden z uczestników szkolenia, które prowadziłam – z pobłażliwością wypowiadał się o kolegach, którzy chcieli jeszcze zmieniać firmę: „jeszcze nie znają życia” – mówił.

JZ: Fakt, gdy załatwianie formalności przy jednym niewielkim projekcie trwa 6 miesięcy, a nie, jak kiedyś, 6 dni, można zgubić po drodze determinację do walki o coś sensownego dla firmy. Tylko, że takie nastawienie daje gwarancję jednego – nic w tym, ani w innych absurdach organizacyjnych, się nie zmieni.

JS: Są jednak tacy, którym się udawało zrealizować swoje pomysły i dalej udaje. Znamy sporo takich przykładów.

UJ: Tak, moim ulubionym przykładem jest duży, międzynarodowy koncern energetyczny, w którym osoba odpowiedzialna za komunikację, przy wyjściowo niskim poziomie wiedzy i doświadczenia, konsekwentnie budowała (i zbudowała) pozycję i znaczenie tego obszaru (a także swoje) w firmie.

JS: Dzięki czemu udało jej się to osiągnąć?
.

UJ: Myślę, że zadecydowały trzy rzeczy. Po pierwsze – była to osoba niesamowicie poznawczo rozbudzona, ciekawa świata, życia, gotowa do poszukiwania i zdobywania wiedzy i doświadczenia, której jej początkowo brakowało. Po drugie – zdeterminowana w działaniach. Co widać było w dużym nakładzie, jaki poniosła ta osoba w wydeptywaniu sobie ścieżek do menedżerów średniego szczebla, do budowania bezpośredniego dialogu. I wreszcie – konsekwencja. Co roku, systematycznie, dział komunikacji przeprowadzał badanie, w którym pokazywał efekty podejmowanych działań. Dzięki temu miał coraz więcej argumentów do rozmowy z zarządzającymi.

JZ: Za wspomnianą determinacją idzie też upór, nieco według zasady gniotsa-niełamiotsa. Cechą wspólną osób zmieniających swoje organizacje na lepsze jest nieustanne próbowanie, niepoddawanie się. Na zasadzie – w końcu kiedyś pojawi się okazja i mi się uda.

JS: I tak się najczęściej dzieje. Jak w dużym koncernie kosmetycznym, w którym dyrektor przez długi czas był niezainteresowany komunikacją, do momentu, w którym od tej właśnie komunikacji zaczęło zależeć „być –albo-nie-być” firmy (i jego). Wtedy niezłomność  i cierpliwość osoby odpowiedzialnej za ten obszar wypłaciły się jej, a przede wszystkim firmie, z nawiązką.

UJ: Tym bardziej, że obecnie wszystko tak szybko się zmienia, że na te korzystne warunki wcale nie trzeba tak długo czekać.

WK: Jest też podejście na zasadzie kruszenia betonu, które zaobserwowałem u osób, zmieniających mocno skostniałe, tradycyjne firmy. W skrócie: wiemy, że teraz nie da się zrealizować w 100% naszej wizji, ale zrobimy chociaż coś, co w tym momencie się da.  Jeżeli w pierwszym kroku da się zmienić 20%, to przy kolejnym też się da.

JZ: Ale nawet przy tych 20%, nie chodzi o to, by udało się cokolwiek, bo to najczęściej wiąże się z omijaniem zasadniczego problemu. Brak właściwej diagnozy i zrozumienia sytuacji kończy się słynnym lataniem z pustymi taczkami, realizowaniem projektów, które nikomu nie są potrzebne i nikogo nie interesują. I paradoksalnie – do osłabienia naszej pozycji w przyszłości.

JS: Wreszcie –ważne kogo mamy w swoim otoczeniu. Czy są to ludzie, którzy naszą porażkę kwitują: „A nie mówiłem? Lepiej było się nie wychylać!”, czy jednak ktoś, kto w słabszych chwilach pomaga nam zachować pewność siebie, przyznając rację i sens naszym działaniom.  To taka „siatka” wsparcia, przed którą nie musimy się puszyć i stroić w piórka, tylko z którą możemy przegadać porażki i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość, przygotować lepsze argumenty.

UJ:  Znam wiele osób, które nieraz dostały kopniaka, a które właśnie dzięki temu i tak pozostały suwerenne i pełne energii do działania.

JS: Czy coś jeszcze jest bardzo ważne?
.

JZ: Myślenie. Przeprowadź dokładną analizę problemu, uwzględnij wszystkie możliwe, a nie tylko wygodne dla siebie perspektywy, postaraj się przewidzieć, dokąd Cię to wszystko może doprowadzić.

JS: Do tego przyda się trochę skromności. Nie zawsze wszystko się wie, a słuchanie innych też często się przydaje.

WK: Zrywanie zasłon. Pokaż czarno na białym, na czym polega problem. Najlepszych dowodów dostarczy Ci badanie.

UJ: I wreszcie – nie bój się próbować. Nawet na nieudanej próbie można się wiele nauczyć. I odróżniaj bitwy od wojen. A jeśli nie uda Ci się przekonać innych do swojej perspektywy podczas pierwszych rozmów, to zawsze zasiejesz ziarno wątpliwości i przekażesz pierwsze argumenty.

JS: A zatem – nie daj się złamać systemowi. Który zresztą też stworzyli ludzie – i który tylko ludzie mogą zmienić.

JZ: Myślę, że w obliczu współczesnych wyzwań – nawet muszą.